#10 Bez mojej zgody – Jodi Picoult

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Data wydania: Sierpień 2009

Pewne rzeczy robi się dlatego, że człowiek jest przekonany, iż tak będzie lepiej dla wszystkich. Wmawiamy sobie, że tak trzeba, że tak będzie szlachetniej. To o wiele prostsze niż szczere przyznanie się do prawdy przed samym sobą.

Nie jestem ekspertem w dziedzinie psychologii, ale ta książka powaliła mnie z nóg, jeśli chodzi o relacje w rodzinie, a konkretniej relacje matka-córka. Historia stworzona przez Picoult wręcz zmusza czytelnika do rozmyślań nad życiem swoim i rodziny, kiedy dotyka nas tragedia, bezradność i cierpienie najbliższych. 

Anna, trzynastoletnia dziewczynka nie jest zwykłą nastolatką poczętą na wskutek miłości dwojga ludzi. Nie jest przypadkiem czy tzw. wpadką rodziców lub oczekującym przez wiele lat dzieckiem, którego tak bardzo pragnęli. Anna została zaplanowana w dosłownie każdym calu, by być dawcą narządów, szpiku kostnego, krwi, limfocytów oraz granulocytów, dla swojej starszej siostry Kate, która od drugiego roku życia choruje na raka, a konkretnie na białaczkę promielocytową. Anna już jako niemowlę była poddawana różnego  rodzaju operacjom, badaniom, które na pewno były bardzo niebezpieczne dla tak małego dziecka. Ale czego się nie robi dla drugiego chorego dziecka, prawda? Rodzic w takiej sytuacji, kiedy ma do czynienia z nieuleczalną chorobą swojego potomka, nie jest w stanie w żaden sposób zmniejszyć jego cierpienia, podejmie się wszystkiego co tylko możliwe, byle by tylko w pewnym stopniu załagodzić objawy postępującej choroby.  Właśnie po to rodzi się Anna. Ma ona być ludzkim workiem, utrzymującym swoją siostrę przy życiu, i kiedy będzie potrzeba pobrania jakiegokolwiek narządu, kropelki krwi czy jeszcze innych rzeczy, ma ona być na „zawołanie” w każdej chwili. Przytłaczająca myśl, nieprawdaż? 

Brian i Sara, młode małżeństwo było prze szczęśliwe, kiedy los obdarował ich wspaniałym synkiem, Jessem i córeczką Kate. Sielanka rodzinna trwała do około drugiego roku życia Kate, kiedy to lekarze po badaniach stwierdzili, że dziewczynka choruje na raka. Wtedy zaczęła się walka. Walka o życie najsłodszej pod słońcem, małej dziewczynki, córeczki tatusia. Kiedy okazało się, że żadne z rodziców ani nawet brat nie mogą być dawcami dla małej Kate, rodzina się załamała. Jedynym wyjściem było czekanie na dawcę w banku dawców, który będzie w stu procentach zgodny z Kate. Sara nie mogła czekać. Nie wiadomo ile czasu to potrwa, rok, dwa może więcej. A jej córka umiera, z każdym dniem jest bliższa śmierci. Wtedy jeden z lekarzy podsuwa myśl (nieoficjalną), że mogą „stworzyć” dziecko w probówce, w pełni zgodne z Kate, upewnią się że maleństwo będzie wręcz idealne. Tak też się stało. Co dziwne i chyba najbardziej mnie przeraziło w tej całej historii, Brian i Sara otwarcie mówili o tym Annie kiedy dziewczynka już podrosła. Wytłumaczyli po co się urodziła i jak została „poczęta”. Ale czy małe dziecko rozumie dlaczego jest na tym świecie? Czy rozumie jak ważną rolę odgrywa? Czy zdaje sobie sprawę z tego, co by się stało, gdyby jej nie było? Odpowiedź na każde z tych pytań jest tylko jedna – nie. 

Kiedy Anna osiąga wiek, w którym dowiaduje się wszystkiego, całej historii siostry, powodu dla którego jej rodzice zdecydowali się na to jeszcze jedno dziecko, uświadamia sobie jedno – nie ma władzy nad swoim życiem i ciałem i raczej nigdy nie będzie jej mieć. Musi podjąć decyzję, która zaważy na losie jej własnym i jej rodziny, a przede wszystkim na losie i życiu jej starszej siostry. 

Sara, matka Anny, kiedy dowiedziała się o chorobie Kate zrezygnowała z kariery zawodowej, byle by tylko być przy córce i opiekować się nią 24 godziny na dobę. Kate wymagała stałej opieki, a kto jak nie matka zrobi wszystko, by pomóc dziecku. Brian jest strażakiem na pełny etat. Jesse, starszy brat Kate, zagubiony młody chłopak, także niezbyt dobrze radzi sobie z sytuacją, jaka dotknęła jego rodzinę. Wszyscy poświęcają się dla chorej dziewczyny. Sara zapomina nawet o mężu i dwójce innych dzieci, bo jest tak skupiona na jednym – chorobie Kate.

„Bez mojej zgody” jest ciężką lekturą. Szperając po półkach w bibliotece natknęłam się na nią i postanowiłam spróbować. O książce słyszałam już dawno temu, chyba mniej więcej wtedy, kiedy w telewizji pojawił się film, którego nie oglądałam, pamiętam tylko tytuł, bo skojarzył mi się z całkiem inną historią. Opowieść o tej rodzinie, razem cierpiącej i walczącej przeciwko złu, które próbuje odebrać im jednego z jej członków, skłania czytelnika do refleksji. Czytając, sama zastanawiałam się, jakbym się zachowała w podobnej sytuacji, ale nie mogłam sobie tego wyobrazić. Myśli kłębiły się w mojej głowie, mimo że historia jest fikcyjna, jestem pewna że gdzieś są ludzie, których dotykają podobne problemy, czy to zdrowotne czy inne. Ogarnęło mnie współczucie dla tych ludzi. 

„Bez mojej zgody” zaliczę do tych książek, które na długi czas pozostawią ślad w mojej głowie i pewnie długo o niej nie zapomnę. Ta pozycja jest naprawdę warta polecenia. Jeśli czytaliście, podzielcie się w komentarzu opiniami. Jeśli nie czytaliście, powinniście nadrobić tę lekturę. 

Buziaki,

Justyna

  • Karolina

    Wiem ze autorka ma wiele wiernych fanek niestety ja nie zaliczam sie do tego grona. Przeczytałam jedna książkę i niosła zbyt wielki bagaż emocjonalny bym mogła go udźwignąć. Jednak wiem ze są osoby które uwielbiają takie książki. Dla mnie to za dużo. Napisałaś piękna recenzje i będę odwiedzać blog. Zapraszam rownież do mnie
    Pozdrawiam

    Czytankanadobranoc.blogspot.ie

    • Dziękuję:)
      Nie wiem, czy zostanę wierną fanką Picoult, ale ta książka zrobiła na mnie wrażenie. Lubię tego typu historie, mimo, że są ciężkie do przełknięcia.

  • Dominika

    „Bez mojej zgody” to już klasyk. Bardzo dobra literatura, godna polecenia.

  • Słyszałam wiele dobrego o tej autorce, z przyjemnością sięgnę po ten tytuł.

    Pozdrawiam, a w wolnej chwili zapraszam do siebie zakladkadoksiazek.pl

    • To moje pierwsze spotkanie z ta autorką i jestem mile zaskoczona. Gorąco polecam 🙂

  • Mea Culpa/ Z książką do łóżka

    Znam film – przepiękny. Książki jeszcze nie czytałam, ale czuję, że będzie równie urzekająca i że również będę przy niej ryczeć 🙂

    • Film także oglądałam, chociaż rożni się od książki. Zwłaszcza zakończenie, w książce jest kompletnie inne. Też bardzo mi się podobał 🙂

    • To prawda, coś jest w filmid jak i w książce, że wciąga

  • Uwielbiam książki które zmuszają nas do rozmyślań. Czasami patrząc na swoje życie przez pryzmat książki możemy naprawdę wiele zmienić.

    http://mocnosubiektywna.wordpress.com

    • Dokładnie tak. Coś mnie tkneło po tej lekturze. Zaczęłam się zastanawiać nad wieloma rzeczami i zmieniłam zdanie na pewne tematy.

  • Książka, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie, długo jeszcze po przeczytaniu nie potrafiłam się pozbierać. 🙂
    Bookendorfina

  • Widziałam film, tematyka mocno mną wstrząsnęła, nie wiem czy będę w stanie zmierzyć się z nią ponownie w książce, choć bardzo jestem ciekawa czy odbiega jakoś od filmu. Pozdrawiam 🙂

    • Wiesz co, różni się to fakt, zwłaszcza zakończenie. Temat bardzo trudny, zapamiętam ją na długo.

  • nieoceniampookladkach

    kocham tę historię! <3

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie! <3
    http://nie-oceniam-po-okladkach.blogspot.com/

    • Mam osobiście mieszane uczucia, bo targały mną zmienne nastroje po przeczytaniu. Ale ogólnie historia bardzo warta uwagi