Złodziej, wśród nas jest złodziej! Czyli o oszustach w blogosferze książkowej

Bloger od kuchni – Czytaninka
Grudzień 9, 2017
Bloger od kuchni – Szept, a może szelest duszy
Grudzień 10, 2017

Złodziej, wśród nas jest złodziej! Czyli o oszustach w blogosferze książkowej

          W dzi­siej­szym wpi­sie chcia­ła­bym się skupić na tema­cie kra­dzieży tek­stów recen­zji z innych blo­gów. Ostat­nio byłam świad­kiem trzech sytu­acji w książ­ko­wym świe­cie, gdzie to „blo­ger” kradł – dosłow­nie – tek­sty z innych blo­gów i kopio­wał do sie­bie, publi­ku­jąc tekst jako swój. Dla­czego to robi­cie? Ludzie! Co ze szcze­ro­ścią? Z rze­tel­no­ścią? O etyce już nie wspomnę. To zwy­kła kra­dzież, która jest k a r a n a, a ludzie na­dal to robią. Kom­plet­nie tego nie rozumiem. Co z pra­wami autor­skimi? Nie zależy Wam na tym, żeby samemu zdo­być czy­tel­ni­ków i w ten spo­sób wybić się z tłumu? Jeśli nie potra­fi­cie napisać tek­stu sami, to nie piszcie wcale, ale nie krad­nij­cie czy­jejś pracy! Czło­wiek cza­sami po prze­czytaniu książki, ślę­czy przed kom­pu­te­rem, pró­bu­jąc skle­cić kilka zdań, żeby to miało ręce i nogi, cza­sami oddaje całe serce i przede wszystkim swój – jak wiemy – cenny czas, a przyj­dzie taki zło­dziej i bez żad­nych skru­pu­łów sobie ten tekst weź­mie, opu­bli­kuje i jesz­cze czeka na okla­ski i pochwały od wydaw­nictwa lub autora książki. No po pro­stu to jakiś żart! Ja nie należę do osób, któ­rych tekst został sko­pio­wany, wła­ści­wie to wiem dla­czego (nie należę do wybit­nie piszą­cych i popu­lar­nych ludzi), ale wyobra­żam sobie nerwy tych wszyst­kich, któ­rzy zna­leźli swój tekst u kogoś innego.

          Wie­cie co, ta ostat­nia sytu­acja z dziew­czyną, która sko­pio­wała tekst z jed­nego z popu­lar­niej­szych blo­gów, uświa­do­miła mi, jak trzeba być ostroż­nym. Wie­lo­krot­nie czy­tałam tek­sty tej „recen­zentki” i naprawdę myśla­łam sobie ma dziew­czyna talent do pisa­nia i ukła­da­nia zdań, podzi­wia­łam ją i szcze­rze zazdro­ści­łam tego talentu, bo ja nie potrafię (może kie­dyś to się zmieni) tak dobrze wyra­zić emo­cji po prze­czytanej lek­tu­rze, a ona robi to z taką lek­ko­ścią i aż zachęca do czy­ta­nia i kupie­nia książki. Tyle tylko, że praw­do­po­dob­nie żaden tekst na jej blogu nie nale­żał do niej. Kiedy wła­ści­cielka tek­stu dowie­działa się o tym, że ktoś „zain­spi­ro­wał się” jej pracą, napi­sała do tej „recen­zentki”, pro­sząc o wyja­śnie­nia, blog nagle nik­nął. Zapadł się pod zie­mię. Wydu­kała jakieś prze­pro­siny i tyle. Z tego, co widzę, fan­page na Face­bo­oku na­dal ist­nieje, ale strony już nie ma. Dzi­siaj (9.12.17) z cie­ka­wo­ści weszłam na jej fan­page i co zna­lazłam? Nowy blog i nowy fan­page. Dla­czego ja się pytam? Czy miała coś do ukry­cia, usu­wa­jąc poprzedni blog? Myślę, że tak. Myślę, że rżnęła tek­sty, skąd popad­nie, byleby tylko nachapać się ksią­żek od wydaw­ców.

          Pró­buję sobie jakoś poskła­dać w całość jej motywy, odpo­wie­dzieć na pytanie, dla­czego nie była w sta­nie napi­sać recen­zji sama, poświę­cić swój czas na prze­my­śle­nie prze­czytanej lek­tury, ale jakoś kiep­sko mi to wycho­dzi. Jedy­nym wyja­śnie­niem dla mnie jest to, że praw­do­po­dob­nie nie czy­tała tych wszyst­kich ksią­żek, czas ją gonił, bo wydaw­nictwo czy autor doma­gał się recen­zji i pod pre­sją czasu zwy­czaj­nie bra­kło jej czasu na czy­ta­nie. Z obser­wa­cji wnio­skuję, że ci „blo­gerzy książ­kowi” otrzy­mali egzem­pla­rze do recen­zji od kilku wydaw­ców i zwy­czaj­nie się nie wyra­biają. Się­gają wtedy po środki osta­teczne, czyli kopio­wa­nie od innych. No bo prze­cież co się sta­nie, jeśli z bloga ABC wezmę ten aka­pit, z bloga CDE ten, a z jesz­cze innego bloga XYZ takie zakoń­cze­nie? Prze­cież nikt nie zauważy, no nie? Serio!? Tak chcesz to robić? Tak grać? Prawda zawsze wyj­dzie na jaw – prę­dzej czy póź­niej wła­ści­ciel tek­stu dopad­nie i Cie­bie lub inne osoby czy­ta­jące sko­pio­wany tekst poin­for­mują praw­dzi­wego wła­ści­ciela o tym incy­den­cie, i co wtedy? Nie będzie Ci głu­pio? Tym bardziej śmieszne w tej ostat­niej histo­rii było to, że autorka ory­gi­nal­nego tek­stu popeł­niła błąd w swo­jej recen­zji, a „ta recen­zentka” kopiu­jąc od niej tekst, zro­biła dokład­nie taki sam błąd. Mnie byłoby wstyd! Gorzej, ja nie wyobra­żam sobie dal­szego pisa­nia o czym­kol­wiek i posia­da­nia konta na Face­bo­oku czy innych mediach spo­łecz­no­ścio­wych. Ludzie pamię­tają i obser­wują. Jeśli raz zosta­niesz zde­ma­sko­wany, to już się nie scho­wasz i będziesz noto­rycz­nie obser­wo­wany.

          Niek­tóre wydaw­nictwa zastrze­gają sobie współ­pracę z blo­gerami, któ­rzy już mają na swoim kon­cie kon­kretny staż, więk­szą liczbę recen­zji i dobre sta­ty­styki. Nie spraw­dzają jed­nak naj­waż­niej­szego – wia­ry­god­no­ści wła­ści­ciela bloga. Oso­bi­ście nie współ­pracuję z żad­nym wydaw­nictwem, uwa­żam, że nie jestem wystar­cza­jąco dobra w pisa­niu recen­zji i jest wiele osób lep­szych ode mnie, moje sta­ty­styki nie są impo­nu­jące i zwyczajnie nie mam szans, ale co mnie wyróż­nia od nie­któ­rych to to, że piszę dla wła­snej przy­jem­no­ści i dla osób, które naprawdę chcą mnie czy­tać, a nie dla dar­mo­wych egzem­plarzy, laj­ków i sta­ty­styk. Oprócz kilku pojedynczych współ­prac wszyst­kie książki kupi­łam sama, prze­czy­tałam je też sama i wyra­zi­łam swoją opi­nię, nie inspi­ru­jąc się niczyją pracą. Można? No jasne, że tak. Wystar­czy tylko chcieć.

          Zasta­na­wia mnie jedno, mia­no­wi­cie czy wydaw­nictwa bio­rąc pod uwagę bloga do współ­pracy, spraw­dzają jego wia­ry­god­ność czy tylko sta­ty­styki? Bo mam wra­że­nie, że dla nich liczy się tylko sprze­daż ksią­żek i nie obcho­dzi ich nic wię­cej. Nie inte­re­suje ich to, czy ktoś sko­pio­wał recen­zje od innych, czy w ogóle prze­czytał daną książkę, liczy się to, że dali mu egzem­plarz, blo­ger napi­sał recen­zję i jest dobrze. Czy nie warto cza­sami zro­bić coś wię­cej? Wiem, że ludzie od pro­mo­cji w wydaw­nictwach mają naprawdę ciężko, bo liczba zgło­szeń do ogar­nię­cia jest wielka, ale wydaje mi się, że cza­sami lepiej jest współ­pra­co­wać z kil­koma rze­tel­nymi i praw­dzi­wymi oso­bami, niż ze zwy­kłymi oszu­stami i zło­dzie­jami. Bo nazwijmy rze­czy po imie­niu – krad­niesz czy­jąś pracę, jesteś zło­dziejem. Uwa­żam, że jeśli ktoś doświad­czył kra­dzieży jego wła­snej recen­zji czy innych rze­czy z bloga, powi­nien gło­śno o tym mówić i upu­blicz­nić dane tej osoby, żeby inni mieli szansę na spraw­dze­nie, czy cza­sami jego tekst nie zna­lazł się także wśród wpi­sów na blogu.

          Nie mnie jest oce­niać zacho­wa­nia tych osób i to, co z tym fantem zrobią jest ich prywatną sprawą, ale myślę, że jeśli wszy­scy zaczniemy pięt­no­wać tych zło­dziei, wspól­nymi siłami będziemy wal­czyć z kopio­wa­niem naszej wła­sno­ści, tym bar­dziej oni wszy­scy zaczną bać się ich zabie­rać. Wstyd jakiego doświad­czą, kiedy opu­bli­kuje się jego imię lub nazwę bloga, powi­nien ich cze­goś nauczyć. Kolej­nym waż­nym ele­men­tem jest powia­do­mie­nie wydaw­nictw i auto­rów o danej oso­bie, która sko­pio­wała nasz tekst, żeby wie­dzieli z kim mają do czy­nie­nia, a wydawcy i auto­rzy powinni się dobrze zasta­no­wić, czy chcą na­dal współ­pra­co­wać ze zło­dziejem, który nie potrafi sklecić ani jed­nego wła­snego zda­nia. Bo jeśli ktoś zgłosi daną osobę do wydawcy o zaist­nia­łej sytu­acji, Ci powinni auto­ma­tycz­nie zakoń­czyć współ­pracę. Chyba że nie zależy im na byciu fair w sto­sunku do innych blo­ge­rów.

          Pod­su­mo­wu­jąc moje prze­my­śle­nia, chcia­łam Was wszyst­kich prze­strzec przed tego typu ludźmi, uwa­żaj­cie na sie­bie i swoje blogi. Jeśli zauwa­ży­cie, że ktoś „zain­spi­ro­wał się” czy­jąś pracą powia­dom­cie o tym praw­dzi­wego wła­ści­ciela tek­stu, nie stójcie obo­jęt­nie, kiedy komuś dzieje się źle. Wydawco i auto­rze – dobie­raj recen­zen­tów uważ­niej, jeśli otrzy­masz zgło­sze­nie od kogoś o kra­dzieży tek­stu, zrób coś, nie bądź obo­jętny. Bo jeśli Wy nie zare­agu­je­cie, to będzie to jed­no­znaczne z tym że popie­ra­cie to, co wyra­biają Ci wszy­scy zło­dzieje recen­zji i przy­kła­da­cie się do tego całego błota. Jest naprawdę wielu rze­tel­nych blo­ge­rów, któ­rzy zasłu­gują na Wasze uzna­nie i chcą współ­pra­co­wać z Wami, żeby przy­czy­nić się do sprze­daży i pro­mo­cji Waszych ksią­żek, a nie dostają tej szansy, bo ich sta­ty­styki nie są zbyt wyso­kie, lub boją się, że zostaną odrzu­ceni z innych powo­dów. Ostat­nio coraz wię­cej „pere­łek” wycho­dzi na jaw, ci tacy dobrzy „recen­zenci” oka­zują się zwy­kłymi oszu­stami, a ci, któ­rzy zasłu­gują na szansę, jej nie dostają. Odpo­wiedz­cie sobie na pyta­nie, ilu blo­ge­rom zaufa­li­ście, któ­rzy po pew­nym cza­sie oka­zali się fał­szy­wymi, nie­rze­tel­nymi oszu­stami, któ­rzy jedyne czego od Was chcieli to dar­mowe egzem­pla­rze Waszych ksią­żek? Ilu recen­zen­tów ode­sła­li­ście z kwit­kiem, kiedy napi­sali do Was maila z prośbą o współ­pracę, ale jego blog nie był wystar­cza­jąco dla Was dobry pod wzglę­dem popu­lar­no­ści? Jeśli Wasza odpo­wiedź brzmi zero – bar­dzo dobrze, jeśli jed­nak znaj­dzie się cho­ciaż jedna taka osoba, może warto prze­my­śleć, czy aku­rat ta osoba nie lepiej zasłu­guje na Waszą współ­pracę, niż inna, która zwy­czaj­nie krad­nie tek­sty od innych.

 

          Jeśli macie ochotę na dyskusję w tym temacie, zapraszam do komentowania. Sprawa jest poważna i coraz częściej słychać o podobnych incydentach.