Pierwsze urodziny bloga. Małe podsumowanie
Styczeń 10, 2018
Nominowana, czyli TAG książkowy
Styczeń 18, 2018

#18 Baśniarz – Antonia Michaelis

 

Oni wszyscy byli tylko aktorami grającymi w szkole swoje role. Rolę handlarza narkotykami. Rolę grzecznej dziewczynki. A on? On też grał tylko jakąś rolę… Ale niektóre role były bardziej niebezpieczne.

Po opisie wydawcy spodziewałam się historii dla młodzieży z lekką nutą kryminału. Opis mówi: „ABEL TANNATEK, outsider, wagarowicz, handlarz narkotykami. Mimo to Anna zakochuje się w nim do szaleństwa, gdyż wie, że Abel ma jeszcze inne oblicze: łagodnego, smutnego baśniarza, opiekującego się młodszą siostrą.” Pierwsze, co nasunęło mi się na myśl to, że jest to typowy schemat romansu w książkach Young Adult, gdzie ona to dobra dziewczyna, pilna uczennica i cicha, szara myszka, a on rozbójnik, ten zły chłopak, o którym marzą dziewczyny w szkole. Jakże bardzo mylne skojarzenie. Historia ta tylko tak z pozoru wygląda, bo wnętrze książki kryje całkiem coś innego.

Wszystko zaczyna się od znalezienia szmacianej lalki w klasie szkolnej. Anna podnosi ją, odwraca się i nie wie, że od tej chwili jej życie zmieni się całkowicie. Naprzeciw niej stoi Abel Tannatek nazywany przez wszystkich polskim handlarzem pasmanterią, którego wszyscy unikają, chyba że mają do niego sprawę związaną z towarem. Anna, tegoroczna maturzystka, pochodzi z dobrego domu, ma kochających rodziców, dom z niebieskim powietrzem, w którym wszystko jest pięknie poukładane i sterylne, uwielbia grę na flecie i wdychanie morskiego powietrza. Abel ma swój świat, w którym ze słuchawek starego walkmana słychać biały szum. Handluje narkotykami, nie chodzi na zajęcia, a kiedy już się na nich pojawia, to większość przesypia. Nie obchodzi go nic poza jednym – Michi, jego młodszą siostrą, którą opiekuje się pod nieobecność ich matki.

Było bardzo cicho. I nagle poczuła strach. Kurczowo objęła lalkę. On odchrząknął i powiedział coś, czego się nie spodziewała:

– Trzymaj ją ostrożnie.

– Co? – spytała ze zdumieniem.

– Za mocno ją trzymasz. Trzymaj ją ostrożnie […] – To ja ją zgubiłem. Rozumiesz?

 

Anna żyje w mydlanej bańce, nie wie co się dzieje wokół niej, a może po prostu nie chce tego wiedzieć. Różni się bardzo od swoich rówieśników; nie pali, nie pije alkoholu, nigdy nie miała chłopaka. Ma wielkie plany związane ze swoją nauką i przyszłością, jako jedyna będzie zdawała muzykę na maturze i po studiach wyjedzie do Anglii. Abel natomiast jest jej kompletnym przeciwieństwem. Żyje z dnia na dzień, codziennie widziany na szkolnym podwórku obok stojaków na rowery, skręca swojego papierosa i czeka na klientów. Jego jedynym planem na przyszłość jest zapewnienie swojej siostrze w miarę dobrych warunków do dorastania. Kiedy drogi obojga się stykają, to jakby spotkały się dwa różne żywioły.

Anna jest tak zaintrygowana chłopakiem, że postanawia poznać go lepiej. Nie udaje się jej to od razu, bo chłopak zachowuje dystans i nie pozwala nikomu się zbliżyć. Pewnego dnia, kiedy Anna podąża za nim po zajęciach szkolnych, jej oczom ukazuje się kompletnie inny obraz, kompletnie inny człowiek. Widzi chłopaka, który wiruje w kółko z dziewczynką na rękach. Widzi chłopaka, który śmieje się i jest szczęśliwy. Widzi dziewczynkę w różowej kurteczce, kurczowo trzymającej za rękę tego szczęśliwego chłopaka. Baśniarza. Ta chwila, podczas której obserwuje przez moment scenę jak ze snu, zmienia jej nastawienie do Abla. W tej chwili Anna odkrywa inną stronę chłopaka, mięknie jej serce i zrobi wszystko, aby go poznać lepiej, musi się dowiedzieć, kim tak naprawdę jest Abel Tannatek.

Bardzo ciężko było mi napisać, co tak naprawdę myślę o tej książce, bo wywołała we mnie sprzeczne emocje. Po pierwsze, nie spodziewałam się tego typu historii, a po drugie tej książki pewnie nigdy nie zapomnę.

To, co tam się stało… nie wiem co napisać! Czuję, że nie czuję nic.

„Baśniarz” z pewnością nie jest historią, o jakiej myślicie, czytając opis wydawcy. Nie zaliczyłabym go także tylko do powieści dla młodzieży, bo miesza w sobie kilka gatunków. Wiem natomiast, że nie mogłam się od niej oderwać, zwłaszcza w drugiej połowie książki. Smutek towarzyszący tej książce udzielił się także mnie. Czytając, czułam całą sobą ten gorzki smak historii. Nie wiem jak, ale autorce udało się mnie rozłożyć na łopatki, wymemłała mnie i wypluła, jak gumę do żucia. Przez ostatnie 50 stron nie mogłam odłożyć książki, bo koniecznie już teraz, w tym momencie, chciałam się dowiedzieć, co będzie na końcu i jak skończy się ta baśń. Miewałam chwile, kiedy się uśmiechałam, ale większość książki jest bardzo smutna, wręcz depresyjna, przez co klimat był bardzo mroczny. Baśń opowiadana przez Abla zawierała opisy osób i zdarzeń z prawdziwego życia, każdy miał swoje miejsce i swoje role do odegrania.

– (…) To cudowna historia. Skąd ty bierzesz te wszystkie słowa? Te wszystkie obrazy?

– Z prawdziwego życia – odparł. – Oprócz niego nic więcej się nie ma…

– Masz rację. Oprócz tego nic więcej się nie ma…

 

Trzecioosobowa narracja sprawdziła się w książce bardzo dobrze. Język, jakim posługiwała się autorka, był łatwy, lekki i prosty. Opisy ulic, miejsc i domów, były bardzo dokładne, czasami czułam się tak, jakbym tam była. Wszystko było takie prawdziwe, nawet w baśni opowiadanej przez chłopaka. Kiedyś czytałam książkę, która klimatem przypomina „Baśniarza”. Była to książka „My dzieci z dworca ZOO”. Bardzo ciężka lektura, poruszająca kilka poważnych problemów społecznych. Jeśli czytaliście, to doskonale o tym wiecie. „Baśniarz” ma taki sam ciężki, smutny, gorzki, depresyjny, ponury klimat. Ta książka zwyczajnie jest smutna i to nie tylko przez to, co się stało na końcu książki ani nie przez to, czego doświadczyła Anna mniej więcej w jej połowie. Sama nawet nie wiem, czy tak naprawdę podobała mi się ta lektura. Pozostawiła we mnie pustkę, nie wiem co myśleć. Tak sprzecznych emocji dawno nie doświadczyłam po skończeniu książki.

Z jednej strony ujęła mnie ta baśniowa część, Mala Królowa, mors/złotooki pies, latarnik, różana dziewczynka i ich podróż, a zarazem ucieczka na zielonym statku z żółtym sterem, do stałego lądu. Źli ludzie czyhający na ich potknięcie, chcący dostać w swoje brudne łapska diamentowe serce Malej Królowej. Czytając tę opowieść, która opowiadał Abel, czułam się naprawdę jak mała dziewczynka i tylko czekałam na rozwój wydarzeń, byłam ciekawa co będzie dalej, a Abel opowiadał to we wspaniały sposób. Z taką lekkością i łatwością dobierał słowa, że wydawać się mogło, jakby robił to całe życie. Z drugiej strony smutna prawda, którą okazała się baśń opowiadana przez chłopaka. Zdarzenia mające miejsce w historii opowiadanej przez Abla były prawdziwe w realnym świecie, każda z osób mających coś wspólnego z nim lub jego siostrą Michi, odgrywała swoją rolę w tym wymyślonym.

Nie wiem, czy polecić Wam tę książkę, czy raczej odradzić. Jeśli nie boicie się trudnych tematów, ciężkiego i smutnego klimatu, czytaliście podobne książki i nie były Wam tak bardzo straszne, to ta lektura jest dla Was. Jeśli jednak wolicie coś lekkiego, przyjemnego, płatki róż, słonce i ciepło bijące z opowieści – nawet się nie zbliżajcie do tej książki. Płakać nie płakałam, ale było mi bardzo smutno podczas całej lektury. Z całą pewnością zostanie w mojej pamięci jeszcze bardzo długo.

Na koniec zostawiam Wam cytat z książki, który idealne odzwierciedla mój aktualny stan po tej lekturze.

– Czasem mam problem z odróżnieniem szczęścia od smutku – szepnęła. – Czy to nie dziwne? Czasami po prostu nie wiem, czy jestem szczęśliwa, czy smutna.


Tytuł oryginalny: Der Märchenerzähler

Wydawnictwo: Dreams

Data wydania: 5 lipca 2012

Liczba stron: 400