Serialowe plany na najbliższy czas
Styczeń 22, 2018
Zapowiedzi książek – na co czekam w Lutym #1
Styczeń 30, 2018

#19 Jak Feniks z popiołów – Greta Gulsen

Świat szpi­tal­nych roman­sów, miło­ści i nie­na­wi­ści, nuta dra­matu i współ­czu­cia, trud­nych decy­zji i cią­głego stra­chu, ucieczka przed samym sobą – takich słów bym użyła, opi­su­jąc książkę Grety Gul­sen, gdyby ktoś mnie zapy­tał, o czym jest. Trudno mi wybrać jed­no­znaczne okre­śle­nie, bo książka zawiera wiele wąt­ków, mimo nie­du­żego roz­miaru.

Laura Choj­nicka, wycho­wanka domu dziecka, bory­ka­jąca się z demo­nami prze­szło­ści, roz­po­czyna staż w jed­nym z sopoc­kich szpi­tali. Bar­dzo ładna dziew­czyna już od początku zyskuje kilku ado­ra­to­rów, co w rezul­ta­cie przy­spa­rza jej wielu kło­po­tów. Zaprzy­jaź­nia się z kil­koma oso­bami z pracy, a pew­nego dnia poznaje męż­czy­znę na któ­rego widok, jej serce zaczyna bić szyb­ciej.

Fabuła

Książka podzie­lona jest na 3 czę­ści, prze­szłość, teraź­niej­szość i przy­szłość. Zaczy­na­jąc czy­tać, zasta­na­wia­łam się, gdzie autorka skoń­czy jedną część zanim zacznie kolejną.

Pierw­sza część to prze­szłość, rok 2000. Dowia­du­jemy się w niej, jak Laura i kil­koro zna­jo­mych ze szpi­tala, radzą sobie w nowych rolach, mając do czy­nie­nia codzien­nie z czymś innym. Mnó­stwo postaci i imion, dosyć niepopu­lar­nych i jeśli ktoś, tak jak ja ma pro­blem z zapa­mię­ty­wa­niem imion, zwy­czaj­nie nada im swoje. Pozna­jemy Kon­stan­cję i jej brata Kostka, Niko­dema, pro­fe­sora Woliń­skiego i kilku innych. Moim zda­niem troszkę zbyt wiele osób, nie były one do końca potrzebne, nie wnio­sły także niczego dobrego lub złego do cało­ści histo­rii. Szybko o nich zapo­mnia­łam. Obser­wu­jemy Laurę, kiedy poznaje przy­stoj­nego Wło­cha Fede­rico i w końcu zako­chuje się w nim. Zwo­dząc go kilka tygo­dni, ulega mu i po wspól­nie spę­dzo­nej nocy on się ulat­nia. Laura zostaje ze zła­ma­nym ser­cem. Ale czy tylko z tym?

Część druga to teraź­niej­szość, rok 2006. Laura prze­nosi się do innego mia­sta, zaczyna ponie­kąd nowe życie, odnaj­duje osobę, któ­rej nie widziała wiele lat, osobę, z którą jest spo­krew­niona. Cie­szy się, ale także smuci, bo życie rów­nież nie roz­piesz­czało krew­nego. Oprócz spo­tka­nia tych dwojga, drogi Laury ponow­nie spla­tają się z dro­gami Woliń­skiego, któ­rego pozna­jemy w czę­ści pierw­szej. Jako że Laura jesz­cze pod­czas stażu miała sła­bość do pro­fe­sora, teraz kiedy jest doro­słą kobietą, ich rela­cje stają się śmiel­sze i bliż­sze.

Część trze­cia to przy­szłość, rok 2016. Nie ma tutaj mowy o Lau­rze ani Woliń­skim. Jak gdyby zapa­dli się pod zie­mię. Cała ta część opiera się na kar­dio­chi­rurgu Gusta­wie i jego pacjentce. Moim zda­niem naj­go­rzej wyszła ta część. Nie zacie­ka­wiła mnie wcale.

O książce

Szcze­rze powie­dziaw­szy, nużyła mnie ta książka. Nie była nudna, w żad­nym wypadku, ale cza­sami opisy sytu­acji, dia­logi, zwy­czaj­nie się dłu­żyły, nie widzę potrzeby prze­cią­ga­nia jakie­goś tematu na siłę. Mia­łam wra­że­nie, ­że pro­wa­dze­nie ich było wymu­szone. Boha­te­ro­wie – było ich bar­dzo dużo, nie zapa­mię­ta­łam więk­szo­ści imion oraz nazwisk. Dodat­kowo autorka użyła mało popu­lar­nych imion, co w rezul­ta­cie pogor­szyło moją sytu­ację z zapa­mię­ta­niem ich. Język autorki uwa­żam, był nie­zwy­kle płynny, czy­sty, mia­łam wra­że­nie, że czy­tam książkę autorki z innej epoki. Greta Gul­sen w naprawdę świetny spo­sób dobiera słowa, samo to przy­ciąga do się­gnię­cia po tę książkę. Opisy szpi­tal­nych zabie­gów, ope­ra­cji – czu­łam się tak, jak­bym naprawdę miała to wszystko przed sobą, jak w jakimś fil­mie. Widać, że Pani Gul­sen wie, o czym pisze i dosko­nale zna się na rze­czy.

Z rze­czy, które mi się nie podo­bały, muszę wspo­mnieć o wpla­ta­niu do książki tematu reli­gii. Jako że jestem chrze­ści­janką i wie­rzę w Boga, troszkę nie spodo­bało mi się to, jak autorka uży­wa­jąc do tego Laury, wyraża się o Bogu i reli­gii. Uwa­żam to za nie­po­trzebne, jed­nak z dru­giej strony rozu­miem pobudki Pani Grety do poru­sze­nia tego wątku w książce. Różni ludzie, różne zda­nia i opi­nie, różne reli­gie, różne wiary. To tylko takie moje spo­strze­że­nie. Kolejna rzecz, która draż­niła mnie jako czy­tel­nika, to postać Laury. Była tak iry­tu­jącą boha­terką, że miej­scami chcia­łam odło­żyć książkę, byleby tylko prze­stać czy­tać o niej. To, jak dziew­czyna się zacho­wuje, jak nie wie, czego chce, zmie­nia zda­nie bar­dzo szybko, gubi się w swo­ich sło­wach. Bar­dzo nie lubię tego typu boha­te­rów. Z pew­no­ścią nie polu­bi­ła­bym się z nią w real­nym świe­cie. Ostat­nią rze­czą, do któ­rej nie­stety muszę się przy­cze­pić, było to, że mia­łam wra­że­nie, jakby autorka książki za wszelką cenę nie chciała nam pozwo­lić zapo­mnieć o tym, jaką w tym momen­cie czy­tamy książkę, bo przy­naj­mniej 4 lub 5 razy, zda­nie Jak Feniks z popio­łów prze­le­ciało mi przed oczami. Nie wiem, jaki był tego zamiar, tro­chę draż­niło moje oczy.

Pod­su­mo­wa­nie

„Jak Feniks z popio­łów” to debiut autorki Grety Gul­sen, która książkę wydała pod pseu­do­ni­mem. Widząc wiele debiu­tów na pol­skim rynku, czę­sto jedne są udane, inne wręcz prze­ciw­nie. Książkę Pani Gul­sen zali­czę do uda­nych, lecz z drob­nymi, według mojej opi­nii, man­ka­men­tami. „Jak Feniks z popio­łów” poka­zuje czy­tel­ni­kowi, jak w jed­nej chwili życie ludz­kie może się zmie­nić o 360 stopni. Poka­zuje trudy życia, to jak nasze postę­po­wa­nie z prze­szło­ści wpły­nie na naszą przy­szłość. Mimo kilku rażą­cych mnie w oczy rze­czy, książka jest warta prze­czytania. Naj­więk­szy plus autorce należy się za słow­nic­two, wprost prze­piękne. Uwa­żam, że autorka mogła bar­dziej roz­wi­nąć nie­które watki, bo czuję lekki nie­do­syt, zwłasz­cza koń­cząc część drugą i bez wyja­śnie­nia co stało się z boha­te­rami, roz­po­częła kom­plet­nie inną histo­rię.

 

Za udo­stęp­nie­nie egzem­pla­rza do recen­zji serdecznie dzię­kuję autorce