#52 Księżniczka popiołu – Laura Sebastian
Listopad 22, 2018
#54 Vincent Boys – Abbi Glines
Listopad 26, 2018

#53 Biegając boso – Amy Harmon

Amy Harmon ma niezwykły dar pisania historii niebanalnych, emocjonalnych i niewyobrażalnie wciągających. Jest to jedna z nielicznych autorek, której nie mam nic do zarzucenia. Uwielbiam jej powieści, styl pisania i wrażliwość. Potrafi oczarować słowem pisanym jak mało kto, a fabuły jej książek zawsze satysfakcjonują. Czytając, odnosi się wrażenie, za każde zdanie, słowo jest przemyślane i nic nie trafia na kartki jej powieści ślepym trafem. Tak również było w przypadku Biegając boso.

Kiedy się złościmy, płaczemy. Gdy jesteśmy szczęśliwe, płaczemy. I kiedy jesteśmy smutne, płaczemy. A gdy jesteśmy wystraszone — no, zgadnij? — Też płaczemy

Główną bohaterką powieści jest trzynastoletnia Josie Jo Jensen, dziewczynka, której przyszło z życiem dorosłym zmierzyć się znacznie szybciej, niż powinna. W wieku dziewięciu lat traci matkę, przez co zmuszona zostaje przejąć obowiązki domowe. Nie ma łatwego życia, a to, co przeszła wywołało u mnie łzy wzruszenia. Jo została sama bez matczynej miłości i opieki co miało na nią ogromny wpływ. Pozwoliło jej wspiąć się na wyższy poziom intelektualny, niżeli jej rówieśnicy. Ciężko pracowała, aby stać się znacznie dojrzalszą, mądrzejszą i roztropniejszą. Widzi więcej niż dzieciaki w jej wieku i więcej też docenia. Izoluje się od nich i woli spędzać czas z ciekawą książką niż w ich towarzystwie.

To, co urzekło mnie w jej postaci i całej książce, to muzyka, a raczej przedstawiona miłość do niej i rozumienie. Josie poznaje chłopaka o imieniu Samuel. Chłopca indiańskiego pochodzenia wyobcowanego i zamkniętego w sobie. Wyrzutka z rezerwatu, który uczęszcza do publicznej szkoły, nie koniecznie z radością. Z czasem ta dwójka zostaje przyjaciółmi, wiąże ich nie tylko silne uczucie, ale i pasje: miłość do muzyki i opowieści plemiennych. Łączy ich samotność, determinacja i dojrzałość. Jednak wszystko, co dobre szybko się kończy i drogi tej dwójki się rozchodzą… Czy na zawsze? Przekonacie się o tym, sięgając po książkę.

Jak możemy się nauczyć respektować i kochać siebie nawzajem, jeśli nie znamy historii drugiego człowieka?

Harmon cudownie zagrała na uczuciach czytelnika, wspaniale przedstawiła nam historię Samuela i Josie, za co po prostu ją podziwiam. Nie da się nie lubić tej dwójki i bardzo mocno im kibicowałam. Książkę czyta się z zapartym tchem. Biegając boso to ten rodzaj literatury, który polecić możemy osobom w każdym wieku i sądzę, że nie zależnie od metryki, książkę pokochają. Ma w sobie tyle ciepła, że nie sposób, nie uśmiechać się mówiąc/pisząc o niej. Daje nadzieję, co jest niezwykle istotne i pozwala się cieszyć każdym wersem. Znajdziecie w niej radość i smutek, rzeczywistość i marzenia. Wszystko to, co sprawia, że nasze życie nabiera barw, raz jaśniejszych innym razem tych ciemniejszych i niechcianych.

To jest powieść, to autorka, którą polecam naprawdę każdemu, nie zależnie od wielu, upodobań czy nastroju. Liczę, że docenicie jej pióro i zakochacie się w twórczości tej autorki tak jak ja. Więc jeśli szukacie książki pełnej wzruszeń, ciepła, miłości i dobroci, to zdecydowanie jest to książka dla Was.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Editio Red