BookTour z „Tylko Żywi Mogą Umrzeć”
Grudzień 10, 2018
#58 Piękno bólu – Georgia Cates
Grudzień 31, 2018

#57 Sebastian – Sara Ney

Szczerze powiedziawszy, nie wiem, co sprawiło, że sięgnęłam po „Sebastiana”. Książka jakoś nie szczególnie przykuwa uwagę, a opis jest tak banalny, że ma się wrażenie, iż już czytało się coś podobnego. Jednak zaczęłam czytać i… No właśnie jak zaczęłam, tak odeszłam dopiero po skończonej lekturze. Książka okazała się tak przyjemna, że nie miałam ochoty przerywać czytania.

Nie oceniaj dziewczyny po swetrze, jaki nosi

Historia, którą serwuje nam Sara Ney może i nie jest ambitna, ale niesamowicie wciąga. Głównych bohaterów poznajemy w tym samym czasie. Sebastian nazywany przez przyjaciół Oz i Jameson – kardiganowa dziewczyna, po raz pierwszy spotykają się w bibliotece. Miejsce to już do końca powieści będzie dla nich strategiczne i ważne. On przebywa tam z kolegami i w wyniku zakładu podchodzi do James. Tutaj dzieje się coś, dzięki czemu Jimmy (jak nazywał ją Oz) bardzo zapunktowała w moich oczach. Przyznam, że zaskoczyła mnie cała sytuacja i był to moment, w którym wiedziałam już, że nie odłożę jej, póki nike skończę. Z każdą stroną temperatura rosła coraz bardziej i robiło się coraz ciekawiej i zabawniej, ale o tym przekonać się możecie sami- czytając książkę. Zapaśnik i kujonka, zupełne przeciwieństwa, ale jak wiemy przeciwieństwa się przyciągają, co niesie za sobą wile komicznych sytuacji.

Kotku nie byłabyś w moim typie nawet wtedy gdybyś siedziała na tym krześle w samym naszyjniku

Autorka zastosowała naprzemienną narrację, przez co dodatkowo zaskarbiła sobie moją sympatię. Lubię bliżej poznawać myśli obojga bohaterów, a dzięki takiemu procesowi miałam tę możliwość. To naprawdę ciekawy zabieg, bo pozwala nam zżyć się bardziej z obojgiem bohaterów i daje nam dzięki temu możliwość zajrzenia się w ich umysły.
Sebastian to część pierwsza cyklu Jak poderwać drania i muszę zdradzić wam, że jestem już po lekturze Ezekiela, który podobał mi się jeszcze bardziej.

W ogólnym podsumowaniu Sebastian jest przyjemną, niewymagającą książką, przy której możemy spędzić przyjemne chwile. Oczywiście nie należy skupiać się tu na tekście i nie możemy też rozkładać fabuły na czynniki pierwsze. Ta książka służyć ma nam jako odskocznia od rzeczywistości i jeśli jej na to pozwolimy, spędzimy naprawdę przyjemne chwile.

Zawsze trzeba spodziewać się czegoś więcej niż to, co widzimy na pierwszy rzut oka

Fajne były przypisy początkujące każdy z rozdziałów. Mnie w większości bawiły, części nie rozumiałam. Miałam wrażenie, że to zdania wyrwane z jakichś wypowiedzi, albo spis tego, co bełkoczą po kilku piwach ludzie w klubach nocnych. Bywało naprawdę zabawnie i z pewnością nietypowo.

Rzucę teraz monetą. Jak wypadnie orzeł robisz mi laskę. Jak wypadnie reszka robisz mi loda

Jedyny zarzut, jaki mogę mieć wobec tej powieści, to sny Sebastiana. Pierwszy był okej, ale każdy kolejny to już zbędny zapychacz. Miałam wrażenie, że pani Ney musiała coś podopisywać i wciskała je byle by były. Jest jeszcze jedna rzecz, której nie znoszę w powieściach, a miałam wrażenie, że tu właśnie to się zadziało. Otóż do połowy książka była napisana ze starannością i dbałością o szczegóły. Później natomiast odniosłam wrażenie, jakby pisała, bo musiała – byle zakończyć. To jednak tyle, jeśli chodzi o fabułę.

Polecam zatem i życzę Wam przyjemnych chwil spędzonych w towarzystwie drania Sebastiana 😉

Czekajcie na Ezekiela, bo naprawdę warto!

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece