#60 Playboy za sterami – Vi Kelland & Penelode Ward
Styczeń 20, 2019
#62 Bob. Przyjaźń to magia, która nigdy nie przemija – Rebbeca Stead i Wendy Mass
Luty 3, 2019

#61 Więcej niż my – Jay McLean

Dziś nakreślę kilka słów o książce, która powinna wywołać huragan emocji, tymczasem zaledwie zawiało lekką chłodną w dodatku bryzą uczuć.
Mowa oczywiście o książce „Więcej niż my” Jay McLean. Ostatnią z powieści Wydawnictwa Kobiecego, która w światku literackim cieszy się dość dobrymi opiniami.

„Miał rację. Nie było istotne, czy minęło sześć miesięcy, czy sześć lat. Nie mogłam już przecież cofnąć tego, co się stało. Nie mogłam zmienić przyszłości. Nie mogłam jej nawet przewidzieć„

Nie mogę zaprzeczyć, że historia kusi czytelnika swoim opisem, który obiecuje, że powieść, jaką otrzymamy, wzruszy nas do łez. Mikayla – główna bohaterka naszej powieści, spodziewała się, ze zakończenie liceum i uwieńczenie tego wydarzenia balem, będzie najpiękniejszym z dni, jakie przeżyła. Ukochany chłopak, wspaniała przyjaciółka i popularność. Wszystko to, co posiadała, okazało się jednak kłamstwem, najbliższe jej osoby zadały cios w centrum serca, zostawiając w nim wielką wyrwę. Świadkiem jej upokorzenia i bólu staje się nieznajomy chłopak – Jake.
To, co spotkało Mikayle nie jest jednak tak straszne, jak się jej wydawało, bo z końcem nocy, czeka ją znacznie większy koszmar.
Męska postać w tej książce bardzo podciągnęła moją opinię o tej książce i co tu dużo mówić, po prostu ją ratowała, on był znacznie lepiej wykreowany. Może jak na swój wiek zbyt rozsądny i dorosły, ale ja takie typy bohaterów preferuję.

„- Dlaczego jemu wolno mówić na ciebie Kayla, skoro wszyscy mówią na ciebie, Micky? Wzruzam ramionami”
– Bo moja rodzina mówiła na mnie Kayla”

Pomysł na fabułę pani McLean miała naprawdę dobry, szkoda, że potraktowała go po macoszemu. Akcja dzieje się za szybko, a strata, jakiej doświadczyła dziewczyna, mam wrażenie nie obeszła jej tak, jak powinna – przynajmniej takie odniosłam wrażenie. Raziło mnie w tej książce to, że uczucie pomiędzy Mikaelą a Jackiem wydawało się ważniejsze dla bohaterki i autorki niż to, co ją spotkało. A skoro już przy uczuciach jesteśmy, w ogóle nie czułam chemii pomiędzy bohaterami. Wszystko działo się szybko i jak w innych książkach zupełnie mi to nie przeszkadza, tak w tej niezwykle raziło i odrzucało.

„Kompletnie nie rozumiem, dlaczego musi koniecznie szukać swojego ja beze mnie, skoro chcę być już na zawsze częścią jej życia, skoro kocham ją tak cholernie, że to aż boli”.

Coś w tej książce zwyczajnie nie zagrało. Może za bardzo tutaj autorka skupiła się na relacji Mikayli i Jake’a? Może powinna trochę bardziej zadbać o oprawę i obdarzyć swoich bohaterów większymi pokładami emocji. Coś mi tu nie grało i jak tę powieść mogłabym pokochać kilka lat temu, tak teraz wydaje mi się co najwyżej dostateczna. Przeczytałam, bo przeczytała, ale po tylu cudownych opiniach spodziewałam się czegoś znacznie lepszego.

„Ci, którzy mają cię niby kochać, wcale nie zawsze cię tak naprawdę kochają. Czasami cię krzywdzą- fizycznie, emocjonalnie. A czasami w ogóle znikają”

Oczywiście czyta się szybko, bo język, jakim operuje pani McLean, jest prosty i przystępny, ale nie byłam w stanie wczuć się w tę powieść. Starałam się cały czas infantylne zachowanie bohaterki tłumaczyć wiekiem i sytuacją, w jakiej się znalazła, ale to było nadaremne. Doszłam do wniosku, że po prostu jest niedopracowana, ale nie tylko Keyla, ale cała powieść.

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękujemy Wydawnictwu Kobiece