Biblioteczne skarby i dlaczego warto o nie dbać

Dziś przychodzę do was nie z recenzją książki czy filmu, a z przemyśleniami na temat bibliotek publicznych i książek, które się w nich znajdują. Piosenka, którą udostępniłam wyżej towarzyszyła mi w pisaniu dzisiejszego posta.

Wiele osób mieszkających poza granicami Polski ma problem, jeśli chodzi o książki papierowe. Dostawa za granicę jest możliwa, ale za to bardzo droga. Mimo, że bardzo chcemy kupić książki w polskich księgarniach internetowych z wysyłką do naszego kraju, często cena dostawy jest przewyższa samo zamówienie wielokrotnie. Ja sama wtedy odpuszczam lub kupuję z wysyłką na polski adres. Niestety, potem muszę czekać do wyjazdu, żeby je przeczytać.  Bo kiedy pomyślę sobie ile książek mogę kupić za samą cenę dostawy, to moja zachcianka kupna ich i dostarczenia do mnie odchodzi na drugi plan. W takich chwilach ratunkiem są e-booki lub biblioteki publiczne. Te pierwsze stały się popularne kilka lat temu i szczerze mówiąc, dla mnie były zbawieniem. Wiem, nie każdy lubi czytać na czytniku, telefonie lub tablecie, ale kiedy nie ma się tego, co się lubi, to zaczyna się lubić to, co się ma. Owszem, są ludzie którzy nie wyobrażają sobie czytania non stop na czytniku i muszą czasem wziąć do ręki prawdziwą książkę. Chyba po części jestem jedną z nich. Dlatego zapisałam się do publicznej biblioteki tu w Irlandii. Jest wiele filii w mieście, w którym mieszkam i wszystkie książki są po angielsku, co w sumie nie przeszkadza mi wcale. Ostatnio jednak dowiedziałam się, że w jednej, która znajduje się w samym centrum, jest półka z książkami w języku polskim. Ucieszyła mnie ta informacja i poszłam sprawdzić. Rzeczywiście znalazło się tam kilka książek wartych uwagi. Kilka wzięłam do domu, ale o nich będziecie mogli przeczytać poniżej, a recenzje każdej z nich już niebawem napiszę na blogu.

Mimo iż wielu Polaków za granicą mieszka już długo, nie mają oni zbytnio do czynienia z językiem angielskim na stopniu średnio zaawansowanym, przez co nie mogą wypożyczyć książek znajdujących się w bibliotece. Dlatego tak ważne jest, żeby szanować książki z półki polskiej,  by posłużyły innym czytelnikom jeszcze przez kilka lat.

Oto, co ja wypożyczyłam:

  1. Magdalena Kordel „48 tygodni”
  2. Paullina Simons „Dziewczyna na Times Square”
  3. Robert Louis Stevenson „Dr. Jeckyll i Mr. Hyde”
  4. Grażyna Plebanek „Pudełko ze szpilkami”
  5. Harlan Coben „Krótka piłka”
  6. Danielle Steel „Kochanie”
  7. Katarzyna Grochola „Przegryźć dżdżownicę”
  8. Jodi Picoult „Bez mojej zgody”
  9. Katarzyna Grochola „Trzepot skrzydeł”

 

Paullina Simons „Dziewczyna na Times Square”

Zaintrygowała mnie ta historia. Mam nadzieję, że okaże się fajna. Jedyne co mnie trochę zasmuciło to to, że książka jest strasznie zniszczona na zewnątrz jak i w środku. Fakt, pochodzi z 2006 roku, ale ktoś, kto ją oddał do biblioteki nie dbał o nią wcale. Dodatkowo kartki w środku już ledwo się trzymają, więc muszę bardzo uważać.

 

Harlan Coben „Krótka piłka”

Nie miałam jeszcze do czynienia z twórczością tego autora, więc nie wiem czy dobrze wybrałam, ale czytałam wiele pozytywnych opinii na temat jego książek i kiedy zobaczyłam ją na półce pomyślałam, że warto sprawdzić. Okazało się jednak, że „Krótka piłka” jest drugą częścią cyklu Myron Bolitar. Postanowiłam jednak, że i tak ją przeczytam mimo, że nie czytałam pierwszej części. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

 

 

Jodi Picoult „Bez mojej zgody”

Wiem, że wiele osób już ma za sobą książkę a może nawet i film na jej podstawie, ja jednak dopiero zaczynam przygodę z twórczością Picoult.

 

Robert Louis Stevenson „Dr. Jeckyll i Mr. Hyde”

Historia Jeckyll’a i Hyde’a znana większości czytelnikom. Ja także wiele razy słyszałam mniej więcej o co chodziło w książce czy filmie, ale nigdy nie miałam okazji przeczytania. Teraz jest ten czas 🙂 Książeczka cieniutka, bo tylko 186 stron.

 

Katarzyna Grochola „Przegryźć dżdżownicę”

Sama nie wiem, co myśleć o tej książce. Na portalu lubimyczytac.pl ta pozycja ma tylko 6 gwiazdek i opinie są podzielone. Chyba sama będę musiała się przekonać. Co do okładki, to trochę dziwna jak na mój gust. Nie wiem jak na razie do czego nawiązuje.

 

Danielle Steel „Kochanie”

Jedna z popularniejszych autorek światowych romansów. „Kochanie” to czysta opowieść o współczesnym Kopciuszku. Wiem, historia w stylu Pretty Woman, ona – biedna, on – bogaty, ale kto nie zakochał się w historii Edwarda i Vivian? No właśnie 🙂

 

Kończę właśnie czytać inną książkę, która także pochodzi z biblioteki, a mianowicie jest to „Trzepot skrzydeł” Katarzyny Grocholi. Szczerze, to nie spodziewałam się zupełnie tego typu tematyki, zwłaszcza, że z jakiegoś dziwnego powodu myślałam, że Grochola pisze tylko lekkie romanse, trochę śmieszne ale przyjemnie się je czyta, a tu takie zdziwienie. Nie zdradzę na razie nic, recenzja już niedługo pojawi się na blogu, pewnie jeszcze w tym tygodniu, więc zainteresowanych zapraszam 🙂

Buziaki,

Justyna

 

  • Czytałam „Trzepot skrzydeł” Grocholi, poruszyła mnie i to bardzo. Czekam na Twoją recenzję 🙂

    • Dziękuję za komentarz 🙂

      Co do książki to mnie także poruszyła, temat ciężki ale historia wciąga. Postaram się napisać recenzję jutro lub w Niedzielę 🙂

  • Kocham Cię moje życie blog

    Mimo wielu książek, które posiadam i tak chodzę nałogowo do biblioteki. Już sam dotyk książek, które cieszyły wiele osób przede mną, sprawia mi radość 🙂

    • Oczarowana czytaniem

      Wiesz, ja ze względu na to że mieszkam za granicą nie chcę zagracać wynajmowanego mieszkania, więc mam tylko kilka książek w domu, co jakiś czas będąc w Polsce wymieniam na nowe które czekają na opakowanie z pudełek 🙂 czuję się wtedy tak, jakbym je dopiero kupiła i mam nieziemską frajdę.

      Biblioteki – uwielbiam te miejsca! Nie wiem czemu, ale jakoś tak uspokajają mnie, kiedy chodzę miedzy półkami i szperam 🙂

    • Wiesz, ja ze względu na to że mieszkam za granicą nie chcę zagracać wynajmowanego mieszkania, więc mam tylko kilka książek w domu, co jakiś czas będąc w Polsce wymieniam na nowe które czekają na opakowanie z pudełek 🙂 czuję się wtedy tak, jakbym je dopiero kupiła i mam nieziemską frajdę.

      Biblioteki – uwielbiam te miejsca! Nie wiem czemu, ale jakoś tak uspokajają mnie, kiedy chodzę miedzy półkami i szperam 🙂

  • Co do szanowania książek z biblioteki. Kiedyś kupiłam na wyprzedaży w bibliotece książkę”Pamiętnik narkomanki”
    poza wspomnieniami Rosiek, w książce było miliony notatek innych ludzi,
    z jednej strony mnie to irytowało, bo jak można pisać po książkach! Z
    drugiej jednak czułam się tak, jakby kilkadziesiąt osób na tej książce
    napisało swoją własną historię. Było tam wiele tekstów ludzi
    uzależnionych, którzy pisali, że mieli dokładnie tak samo, jak bohaterka
    książki. Widać było, że książka żyła. Co nie zmienia faktu, że lepiej
    byłoby po niej nie pisać.
    Co do wypożyczonych książek, to czytałam tylko „Kochanie” Steel i… nie pamiętam już, jakie miałam wrażenia z lektury. 🙂 Książka do przeczytania i zapomnienia.

    • Oczarowana czytaniem

      Pamiętam tą książkę! Matko, ile to lat temu było!
      Ja też kilka razy spotkałam się z książkami po których inni pisali, a raczej bazgrali pisakami itd., nie można było nic przeczytać, bo wszędzie były ślaczki itd. Te notatki, które znalazłaś w swojej książce – też nie jest to coś, co by mi się podobało, ale jednak tak jak napisałaś, są to zapiski osób uzależnionych, ich wspomnienia, którymi (moim znadniem) chcieli się podzielić. Ta książka ma swoją historię i wydaje mi się, że to jest świetne.
      Ja natrafiłam w bibliotece na kilkanaście totalnie obszarpanych książek, strony wręcz wyskakiwały z nich, okładka totalnie zniszczona. Jak tak można! Coś strasznego, ludzie nie szanują takich rzeczy…
      Co do książek, które wypożyczyłam, właśnie czytam „Bez mojej zgody”. Także ciężka, jak moja poprzednio przeczytana pozycja. Wydaje mi się, że Stelle pisze takie lekkie romansidła do odprężenia, wzięłam z półki, ale nie wiem czy mi podejdzie 🙂

    • Pamiętam tą książkę! Matko, ile to lat temu było!
      Ja też kilka razy spotkałam się z książkami po których inni pisali, a raczej bazgrali pisakami itd., nie można było nic przeczytać, bo wszędzie były ślaczki itd. Te notatki, które znalazłaś w swojej książce – też nie jest to coś, co by mi się podobało, ale jednak tak jak napisałaś, są to zapiski osób uzależnionych, ich wspomnienia, którymi (moim znadniem) chcieli się podzielić. Ta książka ma swoją historię i wydaje mi się, że to jest świetne.
      Ja natrafiłam w bibliotece na kilkanaście totalnie obszarpanych książek, strony wręcz wyskakiwały z nich, okładka totalnie zniszczona. Jak tak można! Coś strasznego, ludzie nie szanują takich rzeczy…
      Co do książek, które wypożyczyłam, właśnie czytam „Bez mojej zgody”. Także ciężka, jak moja poprzednio przeczytana pozycja. Wydaje mi się, że Stelle pisze takie lekkie romansidła do odprężenia, wzięłam z półki, ale nie wiem czy mi podejdzie 🙂