Posty okołoksiązkowe

Czego nie lubię w blogosferze książkowej – opinie recenzentów książkowych

Jak widzieliście na blogu, ostatnio pojawiło się wiele wpisów z cyklu „bloger od kuchni”, które zwyczajnie za zadanie miały pomóc nam wszystkim poznać się odrobinę lepiej. Bardzo się cieszę, że zainteresowanie było tak duże, szczerze powiedziawszy nie spodziewałam się, że odzew będzie aż tak wielki. Dziękuję każdemu, kto wziął udział – to była świetna zabawa 🙂

Z racji tego, że osób zgłosiło się więcej niż planowałam (szukałam 10 osób), mimo wszystko postanowiłam opublikować każdy wywiad, dać każdej osobie, która się zgłosiła, szansę, bo to fajna zabawa, a ja lubię poznawać nowych ludzi. Pytań każdej osobie zadałam około 25 plus zadanie dodatkowe, które polegało na dokończeniu zdań. Jeśli mieliście okazję czytać odpowiedzi, wiecie, że niektóre osoby potrafią rozbawić aż do bólu brzucha:) Jeśli nie mieliście okazji, serdecznie zapraszam o tutaj. Pytania w większości się powtarzały, ilość osób nie pozwoliła na osobiste pytania dotyczące tylko jednej osoby i formułowania pytań indywidualnie pod dany blog. Tak czy inaczej, uważam że całkiem fajnie to wyszło i przede wszystkim najważniejsze, że każdy dobrze się przy tym bawił 🙂

W dzisiejszym wpisie chciałabym się skupić na temacie, na który wpadłam właśnie podczas czytania odpowiedzi od blogerów, a który krąży wokół nas – recenzentów książkowych – od dłuższego czasu. Mianowicie chodzi mi o współprace z wydawnictwami, autorami oraz ogólny zarys naszej pracy. W pytaniach jakie zadałam moim gościom, kilku odpowiedziało podobnie na jedno z nich – czego nie lubisz w blogosferze książkowej? Oto kilka odpowiedzi.

Braku rzetelności. To jedyne, co mogę zarzucić blogosferze (oczywiście nie całej! Niewielkiej części…). Według mnie nie ma niczego gorszego, niż odwalanie fuszery. Zapowiedzi z trzema książkami czy recenzja składająca się z jednego akapitu opinii, dalej zwana recenzją, nie powinny mieć racji bytu. Jeżeli ktoś nie wie, nie ma doświadczenia, to nie ma problemu, ale jeżeli ktoś kontynuuje taki wpis, byle wyświetlenia się zgadzały, to ja Cię proszę…Kasia z niekulturalnie.pl
Zawiści. Tego, że gdy coś sobie wypracuję – ja czy inny bloger – nagle każdy idzie na skróty i robi to samo – czy to posty z jakiejś serii, czy współpraca, którą trzeba wychodzić, a potem następna osoba ma przetartą drogę. Oceniania. Tego, że jak się ma inne zdanie, bywa się zlinczowanym. Kradzieży. Uważania, że jak się jest blogerem, to coś więcej się należy – a to widzę szczególnie na targach książki. I całej masy rzeczy.Agnieszka z Książka od kuchni
Hmm…jest kilka rzeczy. Ale głównie denerwuje mnie kiedy blogerzy krytykują na swoich fanpage’ach konkretnych autorów…tak bo wymieniają nazwiska i potem wylewają falę swojego hejtu. Wychodzę z założenia: CZYTAJ TO, CO LUBISZ I PISZ O TYM, CO LUBISZ! Nikt nam przecież nie narzuca co mamy czytać. Po co więc takie zachowanie? Nie lubię też jak tworzone są czasem w grupach tzw. „fejsbukowe gównoburze” – tyczą się autorów, ich książek, literówek w książkach, czepialstwo pierwszoligowe. Może ktoś powie, że to ja się tym razem czepiam. Nie jest tak. Nie biorę udziału w takich akcjach, chociaż czytam i wierz mi to, co wówczas czytam w głowie mi się nie mieści.Asia z PrzeCzytajki
Spamu. Robienia pewnych rzeczy za wszelką cenę. Nie dbania o jakość swoich wypowiedzi.Kasia z Królowa Książek
Zazdrości innych ludzi i afer które się z tego powodu rodzą. Zazwyczaj jest wtedy presja po której stronie ma się człowiek wypowiedzieć. Osobiście staram się unikać takich sytuacji.Dominika z Książkowe wyznania
Nie lubię tego parcia na wyniki, statystykę, ilość polubień, komentarzy. Im więcej tym lepiej. Wiem, fajnie jest kiedy w ten sposób ktoś Cię docenia, ale w pisaniu na blogu chyba nie tylko o to chodzi.Asia z Uczta dla duszy
Zazdrości, żerowania na czyjejś pracy (kradzieże zdjęć, tekstów…). Tego, że często blogerzy (z różnych dziedzin) idą pędem za innymi: i pojawia się w tym samym czasie wysyp postów o konkretnej rzeczy, książce. Bo ona kupiła, to ja też muszę. Bywa to męczące i nudne. W odniesieniu do blogosfery książkowej: sporo tu winy i braku przemyślenia sprawy przez wydawnictwa – bo rozsyłają daną nowość hurtem, równocześnie do wszystkich wybranych recenzentów, zamiast dawkować akcję promocyjna przez dłuższy czas. Wracając do inspirowania się innymi: denerwują mnie tendencje w wyglądzie blogów. W tematyce beauty dominuje minimalistyczny, sterylny trend – często potrzebna jest dłuższa chwila, żeby zorientować się, na czyim blogu właśnie jestem, bo szablony różnią się detalami. Z kolei w książkowej blogosferze jest zupełnie odwrotnie: sporo jest blogów na standardowych szablonach bloggerowskich, z lekka tylko zmodyfikowanych, zagraconych i mało czytelnych. Podsumowując – za dużo inspiracji i ślepego podążania za innymi, za mało oryginalności.Aggi z Nie tylko bestsellery

 

Po przeczytaniu ich, nasuwa się pytanie – po co to wszystko? Ta walka o lajki, statystyki, darmowe książki, gonitwa i tzw. gównoburze – jaki jest tego sens? Co Ci wszyscy ludzie, piszący te odpowiedzi mają na myśli? Dodatkowym problemem, który ostatnio zauważyłam sama, jest kradzież recenzji wśród blogerów, nie tylko książkowych.

Czy jest coś, czego Wy nie lubicie w blogosferze? Chętnie się dowiem 🙂