Czy każdy „nowy” jest taki sam? Czy wszystkich trzeba wrzucić do jednego worka?

W ostat­nich mie­sią­cach zaczę­łam przy­glą­dać się sfe­rze blo­go­wej i czy­tel­ni­czej z więk­szą uwagą. Na Face­bo­oku powstało wiele grup dla osób do pro­mo­cji swoich blo­gów, sama także biorę w nich udział, wrzu­cając swoje wpisy, recen­zje i posty około-książ­kowe. Coraz czę­ściej pojawiają się wpisy typu „Obs za obs, kom za kom”, ale czy oso­bom, które piszą te posty, naprawdę zależy tylko na obser­wa­to­rach, laj­kach i komen­ta­rzach? Czy ta goni­twa, by mieć jak naj­więk­szą popu­lar­ność, jest tak ważna?

Wiem, że w ostat­nich kilku mie­sią­cach w inter­ne­cie aż wrzało od wpi­sów na wielu blo­gach o tym, że ten czy tam­ten zało­żył bloga tylko dla­tego, że liczy na książki za dar­moszkę, ten z tam­tym to pisać wcale nie potrafi, więc nie wiem, co on tu robi w naszej blo­gos­fe­rze, i jesz­cze tamta to w ogóle coś innego. Nie wiem jak inni „nowi” blo­ge­rzy, ale ja zaczę­łam pisać głów­nie dla sie­bie. Książki kupuję także sama, więc nie liczę na współ­prace z wydaw­nictwami lub księ­gar­niami. Oczy­wi­ście, jeśli ktoś będzie zain­te­re­so­wany moją osobą i będzie chciał zapro­po­no­wać współ­pracę, to czemu nie. Będzie mi bar­dzo miło, że w jakiś spo­sób się wyróż­ni­łam. Jeśli jed­nak mój blog i to, co piszę, nie zain­te­re­suje nikogo, z tym także sobie pora­dzę i będę pisać na­dal, bo spra­wia mi to przy­jem­ność i jest odskocz­nią od codzien­no­ści.

Sama jestem świe­ża­kiem, bo mój blog ist­nieje nie­cały rok i te wpisy w pewien spo­sób mnie dotknęły, bo mimo że swo­jego bloga zało­ży­łam z myślą o sobie i o tym, że to mi ma spra­wiać przy­jem­ność, a nie dla dar­mo­wych ksią­żek i laj­ków, mia­łam pewne obawy, że ludzie i mnie tak postrze­gają. Mia­łam wra­że­nie, że osoby pro­wa­dzące popu­lar­niej­sze blogi i opi­su­jące ten pro­blem, wrzu­cają wszyst­kich do jed­nego worka. Jedni pisali, że ten hejt na „nowych” jest bez sensu, inni wręcz prze­ciw­nie. Jedni pisali, że zbyt dużo się ich wykluło i zaśmie­cają ich strefę, a inni, że im wię­cej, tym wese­lej i zamiast kry­ty­ko­wać i besz­tać, niech przy­po­mną sobie ich wła­sne początki. No tak, każdy zaczy­na­jąc, miał swoje wzloty i upadki, pierw­sze recen­zje nada­wały się na śmiet­nik, słow­nic­two było na pozio­mie klasy pod­sta­wo­wej, a zdję­cia robione były bez fil­tra, bo prze­cież skąd mam wie­dzieć jak to się robi. Nadal korzy­stam z tele­fonu, bo pro­fe­sjo­nal­nego apa­ratu (jesz­cze) nie posia­dam. Zdję­cia są, jakie są. Kie­dyś będą lep­sze: )

Wiele osób, patrząc teraz z per­spek­tywy czasu na swoje pierw­sze kroki w pisa­niu myśli „matko, to na serio moje?”. Ja sama dopiero zaczy­nam, uczę się pisać, pró­buję znaleźć swoją drogę i styl. Tak naprawdę to każdy uczy się cały czas, nie ma ludzi dosko­na­łych. Według mnie ten naskok na wszyst­kich „nowych” jest nie na miej­scu. Wyglą­dało to tak, jakby wszy­scy piszący już od dawna (2–5 lat i wię­cej), chcieli w pewien spo­sób poka­zać, że to ja jestem lep­szy, a Ty się nie liczysz. Owszem, jestem zasko­czona ilo­ścią blo­gów książ­ko­wych, które powstały ostat­nio, a osoby pro­wa­dzące je wrzu­cają do sieci wpisy ww. (obs/obs i kom/kom), więk­szość z nich to ucznio­wie pod­sta­wó­wek lub gim­na­zjów, nudzą­cych się strasz­li­wie (nie obra­ża­jąc nikogo poważ­nie pod­cho­dzącego do pisa­nia w żad­nym wieku). W gru­pach, gdzie zazwy­czaj blo­ge­rzy wrzu­cają swoje recen­zje, powstaje coraz to wię­cej zapy­tań o współ­prace z wydaw­nictwami, co zro­bić, jak zro­bić i gdzie. Osoby, które dopiero klik­nęły osta­teczny przy­cisk na kla­wia­tu­rze, oznaj­mia­jący, że „Twój blog pod nazwą XYZ został zatwier­dzony i już teraz możesz opubli­ko­wać pierw­szy post”, od razu pchają się do wydaw­nictw drzwiami i oknami, gdzie jesz­cze na tym nowo powsta­łym blogu nic nie ma, lub wid­nieje bodajże jeden wpis na 5 zdań, po egzem­pla­rze do recen­zji. Szcze­rze, to nie prze­szka­dza mi to, co kto pisze lub w jaki spo­sób, o czym i kiedy. Kto chce, niech pisze, a osoby, któ­rym nie odpo­wiada dany blog lub strona, niech nie czyta, nie obser­wuje i prze­sta­nie kry­ty­ko­wać. Tak, każdy ma prawo do wyra­ża­nia swo­jego zda­nia, ale jak już wspo­mnia­łam, wrzu­ca­nie wszyst­kich do jed­nego worka nie jest spra­wie­dliwe. Nabi­ja­nie wyświe­tleń i nacią­gane komen­ta­rze ow­szem psuja innym, rze­tel­nym i praw­dzi­wym oso­bom, które poważ­nie pod­cho­dzą do czy­ta­nia i pisa­nia o książ­kach (czy innych rze­czach) oka­zje do współ­prac, bo w porów­na­niu do tych „nabi­ja­czy” mają mało komen­ta­rzy i mało wyświe­tleń, na co wiem, wydaw­nictwa zwra­cają uwagę.

Już dłuż­szy czas zasta­na­wia­łam się nad napi­sa­niem tego posta, ale chyba bałam się tro­chę tej nagonki i kry­tyki ze strony innych. No cóż. Napi­sa­łam go i opu­bli­ko­wa­łam. Kto prze­czyta i będzie miał ochotę na dys­ku­sję (kry­tycz­nie lub też nie) będzie mile widziany. Nie należę do osób, które boją się kry­tyki, wręcz prze­ciw­nie, zawsze walę pro­sto z mostu o tym, co myślę na dany temat. Dla­czego bałam się upu­blicz­nić ten wpis? Hmhh… nie wiem sama. Nie potrafię odpo­wie­dzieć na to pytanie.
Jeśli przez ten wpis zyskam kilku wro­gów zamiast przy­ja­ciół, trudno. Świat się nie zawali. Chcia­łamjedy­nie, abyy ludzie czy­ta­jący moje wpisy wie­dzieli, że nie jestem jedną z tych osób, które szu­kają spon­so­rów w postaci wydaw­nictw i że moja strona będzie trwać tak długo, jak będę na niej pisać i publi­ko­wać. Chcia­łam poka­zać swoje sta­no­wi­sko wśród nowych blo­gów, że nie jestem taka sama jak Ci publi­ku­jący posty kom/kom i obs/obs.

Buziaki
Justyna

  • Natalia Bachryj

    Ciekawy wpis :). Prowadzę blog zaledwie ponad rok i sama pamiętam jak wtedy mnie postrzegali, a jak jest obecnie :). Prawda, że jest ogrom młodych blogów, ale zawsze jest. Ci którzy nie znajdą w tym świecie tego czego szukali równie szybko zrezygnują z blogów :). Co prawda jest to nieprzyjemne słysząc, że założyłam blog żeby dostawać, ale cóż takich też internet sam odsieje 😀

    • Dziękuję Ci 🙂

      Miałam ostatnio taką przedziwną sytuację, bo na Twitterze napisała do mnie dziewczyna z pytaniem, czy mogłabym zajrzeć na jej bloga i dać znać co o nim myślę. Oczywiście odwiedziłam i poczytałam jej recenzje. Były bardziej niż marne, ale nie napisałam jej tego. Żaliła się, że żadne wydawnictwo nie chce z nią współpracować, że inni blogerzy tylko krytykują itd. Zamiast krytykować jej słownictwo i całokształt, napisałam jej, żeby poćwiczyła pisanie i sprawdzała gramatykę ze słownikiem i że na pewno wkrótce nauczy się wszystkiego. Dziwnie się poczułam kiedy do mnie napisała, bo przecież ja nie jestem specem w tych sprawach i sama dopiero się uczę i szlifuję swoje teksty, ale było mi miło, że to zrobiła. Po moich słowach strasznie się oburzyła, że dlaczego ją krytykuję i jeśli nie chcę czytać i zaglądać do niej, to nie muszę. Rzucała tekstami na prawo i lewo. Zrobiło mi się trochę przykro, bo nie chciałam jej urazić i tak naprawdę nie napisałam jej niczego obraźliwego, ale dziewczyna bardzo się zdenerwowała. Tak naprawdę nie dziwię się, że wydawnictwa nie chciały z nią współpracować i ignorowały jej wiadomości, bo jeszcze wiele musi się nauczyć i nie dochodziło do niej to, że może musi się jeszcze podszkolić. Ja sama nie uderzam do wydawnictw i nie wiem czy to zrobię, na razie się sama uczę. Kiedy po kilku dniach chciałam zerknąć na jej bloga już go nie było.

  • Ja spotkałam się tylko z jednym tego typu sformułowaniem i jedyne co mi wtedy przyszło do głowy to „nie pamięta wół jak cielęciem był”. Ja sobie „skrobię” dalej i jakoś nie specjalnie mnie to rusza. Może dlatego, iż nie założyłam bloga dla sławy, pieniędzy i darmowych książek. 😀 I podobnie jak Ty, do wydawnictw nie piszę, a jeżeli dostaję ofertę współpracy, to jest mi bardzo miło, że ktoś zagląda do tego mojego małego kącika w „wielkich internetach”. 😉 😛

    • Amen! <3
      P.S. ja Cię czytam mimo, że nie zawsze komentuję, ale zaglądam do Twojego kącika 🙂 Dziękuję, że Ty zajrzałaś do mojego 🙂

  • Przez przypadek tu trafiłam w związku z innym tematem (kopiowania wpisów) i zaczęłam czytać ten post z zainteresowaniem. Cieszę się, że trafiłam na kogoś, kto rzeczywiście pisze dla własnej przyjemności, tak jak ja.
    Wpisy typu „kom za kom” czy „obs za obs” widziałam wiele razy, ale omijam je wzrokiem. Niestety prawda jest taka, że im więcej wejść na bloga (co nie równa się często z jego czytaniem), tym większe szanse na współprace z wydawnictwami/autorami/księgarniami.
    Sama otrzymałam kilka książek do recenzji, za każdym razem nie było to wynikiem moich starań, że tak napiszę, ale ucieszyło mnie z powodu, o którym napisałaś – to ogromnie miłe, że w tym ogromnie blogów, ktoś dostrzegł mój.
    Ja do szeroko rozumianej blogosfery, po 2 latach pisania swojego bloga mam dwa zarzuty, pisanie nieszczerych pozytywnych recenzji, gdy książka jest od wydawnictwa, mimo że jest ewidentnie słaba (zapewne, żeby nie stracić współpracy) oraz zamiast recenzji pisanie streszczenia książki + 2 lub trzy zdania o swoich wrażeniach z lektury. Bardziej mnie to smuci niż złości. Chętnie rozgoszczę się u Ciebie na dłużej, spodobało mi się jak piszesz.
    Pozdrawiam

    • Dziękuję za odwiedziny Agatko i za przemiłe słowa 🙂
      Wiesz, czasami czuję, że prowadzenie bloga w dzisiejszych czasach, kiedy pojawiło się ich tyle, co przysłowiowych „grzybów po deszczu”, nie ma sensu, że i tak przecież jestem tylko igłą w stogu siana i pewnie i tak nikt nie będzie chciał czytać moich bazgrołów. Chwilę później, kiedy przemyślę sprawę, dochodzę do wniosku, że przecież to jest moje miejsce w sieci i to dla siebie stworzyłam, a nie dla publiki. Czytam i piszę po to, żeby sobie samej sprawić przyjemność. A jeśli tym bardziej ktoś zajrzy, przeczyta i skomentuje, cieszy mnie to ogromnie.
      P.S. Rozgość się tutaj i czuj jak u siebie 🙂
      Pozdrawiam,
      Justyna

      • Póki robisz to dla siebie i sprawia Ci radość, to pisz 🙂 Najważniejsze żebyś Ty miała z tego przyjemność.
        Nie rozumiem idei „kom za kom”, bo co to oznacza? Że większość tych komentarzy jest w stylu „nie czytałam/łem książki, ale może sięgnę” itp. i zapewne gro komentujących w zamian za komentarze u nich, nawet nie przeczytało recenzji.
        Ja już skusiłam się na troche książek, o których przeczytałam na blogach, na które zaglądam. A to dlatego, że ktoś potrafił napisać co o książce sądzi i jakie miał podczas czytania odczucia.
        Poczytałam Twoje wpisy, od tych straszych po nowe i widać jak się rozwijasz i jesteś coraz lepsza.
        Ja wciąż wątpię w swoje umiejętności i nawet kilka razy chciałam usunąć swojego bloga.

        Pozdrawiam
        Agata

        • To fakt, komentarze „kom/kom” są żałosne. Nie rozumiem tego fenomenu i chyba nigdy nie zrozumiem.
          Dziękuję za miłe słowa 🙂 miło, że ktoś zauważył jak powoli się rozkręcam 🙂

          Nie rezygnuj z pisania bloga. Jeśli Ci to sprawia przyjemność, to pisz dalej i dziel się z innymi swoimi spostrzeżeniami. A jeśli mało kto czyta, to pal ich licho. Kto ma przeczytać, ten przeczyta. Sama takie mam podejście. Trzymaj się ciepło 🙂
          Pozdrawiam Justyna

  • Kochana, jak dla mnie to doskonale że wyrażasz swoje zdanie i oczywiście je poprę. Każdy ma prawo na wyrażanie siebie w tym co pisze, bo może aktualnie czuję taką potrzebę? I to prawda, że każdy kiedyś zaczynał, każdy był „początkującym” i chciał być jakoś doceniony. Teraz wiele osób „gwiazdorzy” zapominając o tym, że sami byli początkującymi.
    Także spokojnie, nikt nie powinien Cię krytykować.
    Pozdrawiam! Na pewno częściej będę do Ciebie zaglądała 🙂 Trzymaj się cieplutko!

    • Justyna

      Dzięki Monia za te miłe słowa 🙂
      To fakt, często Ci, którzy już osiągnęli pewne sukcesy zapomnieli, że oni sami zaczynali od zera i z jakiegoś niewiadomego powodu teraz krytykują innych. Moje zdanie jest takie, że jeśli mi się coś nie podoba, to nie czytam, nie obserwuje ani tym bardziej nie krytykuje.
      Pozdrówki 🙂 Justyna