#16 Konkurs na żonę – Beata Majewska

Beata Majew­ska na swoim kon­cie ma już kilka powieści, lecz to było moje pierw­sze spo­tka­nie z jej twór­czo­ścią. Musia­łam spraw­dzić, o co ten cały szum zwią­zany z jej książ­kami. „Kon­kurs a żonę” przy­cią­gnął moją uwagę głów­nie okładką, która jest prze­piękna. Czy wnę­trze książki jest tak samo dobre, jak okładka? Zaraz Wam o tym opo­wiem.

Hugo Haj­du­kie­wicz jest trzy­dzie­sto­let­nim męż­czy­zną, który pod pre­sją czasu szuka żony, aby odzie­dzi­czyć spa­dek po zmar­łym wuju. Kilka kan­ce­la­rii, eks­klu­zywne miesz­ka­nie i nowiutki samo­chód są na pierw­szym miej­scu i Hugo zrobi wszystko, żeby to osią­gnąć. Wraz z przy­ja­cie­lem orga­ni­zuje kon­kurs na jed­nym z uni­wer­sy­te­tów, gdzie nagrodą jest pokaźna kwota pie­niężna, lecz to tylko przy­krywka, bo nagrodą główną jest zupeł­nie coś innego. Kon­kurs wygrywa mło­dziutka Łucja Maśnik, szara myszka nieurze­ka­jąca swoim wyglą­dem, ponie­waż mimo wspa­nia­łej urody, jej strój nie zachęca do dal­szych dzia­łań. Męż­czyź­nie to jed­nak nie prze­szka­dza i zapra­sza Łucję na kola­cję. Tutaj zaczyna się pogoń za kró­licz­kiem. Plan „kon­kurs na żonę” wła­śnie został ofi­cjal­nie roz­po­częty.

Beata Majew­ska ocza­ro­wała mnie histo­rią, jaką stwo­rzyła. Jest to z jed­nej strony lekka powieść o brzyd­kim kaczątku, typu Pretty Woman, ale z dru­giej strony uka­zuje życie zwy­kłych ludzi, któ­rzy borykają się z demo­nami prze­szło­ści. Łucja stra­ciła oboje rodzi­ców, będąc dziec­kiem, wycho­wy­wała ją bab­cia oraz ciotki miesz­ka­jące w oko­licy. Miłość babci i wnuczki mogła­bym porównać do sie­bie i swojej babci, która była moją przy­ja­ciółką, powier­nicą tajem­nic i wspa­niałą kobietą. Moje serce rosło, kiedy na kolej­nych kar­tach książki czy­ta­łam o uczu­ciach, jakimi obda­ro­wy­wały się kobiety na wza­jem. Bar­dzo silna więź, któ­rej nic nie jest straszne. Z dru­giej strony Hugo, który po wielu latach spo­tyka osobę, któ­rej tak naprawdę nie chciał ni­gdy poznać i jego ból zwią­zany z tym spo­tka­niem. Wszyst­kie te sytu­acje zawarte w książce poru­szyły mnie bar­dzo i wcale się tego nie spo­dzie­wałam. Nie spo­dzie­wałam się histo­rii, która aż tak poruszy ser­du­cho. W sumie to nie wiem, czego się spo­dzie­wałam.
Pamię­tam, że kie­dyś oglą­da­łam pol­ski film pt. „Nie kłam kocha­nie” z Pio­trem Adam­czy­kiem i Martą Żmudą-Trze­bia­tow­ską, gdzie fabuła filmu była bardzo zbliżona do fabuły książki pani Beaty. Po skoń­cze­niu książki od razu przy­po­mniał mi się tam­ten film. Bar­dzo mile go wspo­mi­nam.

Oprócz wątku głównego, jakim jest relacja Hugo i Łucji, w książce nie brakuje humoru i zabawnych sytuacji.

 – Panienka przymierzy, to tegoroczny hit. – Sprzedawca podał komplet.

Łucja stanęła przed niewielkim lustrem, założyła czapkę, owinęła się szalikiem i tak ubrana odwróciła się w stronę obu mężczyzn.

 – I jak? wyglądam jak misia Pysia – zaczęła śmiać się jak szalona.

 – Mysia pisia? – przekręcił pan Leszek, powodując wybuch powszechnej wesołości wśród wszystkich klientek, a nawet klientów, czyli Hajdukiewicza i młodego chłopaka, który stał obok i mierzył grubą uszatkę.

 – Misia Pysia. – Łucja ledwie była w stanie sprostować, tak się śmiała. – To postać z Troskliwych misiów, takiej bajki dla dzieci.

 – Przepraszam panienkę, bo ja jestem ten, jak to mówią, „dysk-lektyk” – wytłumaczył sprzedawca. – Dysk mi wypadł i noszą mnie w lektyce. – Puścił do niej oczko.

Książka „Kon­kurs na żonę” nie jest typową słodką histo­rią o Kop­ciuszku, nie ukazuje tylko pro­ble­mów miło­snych, z jakimi borykają się boha­te­ro­wie. Opo­wieść, jaką stwo­rzyła autorka, ma dru­gie dno. Poka­zuje, że mimo ubó­stwa, ludzie wza­jemną miło­ścią potra­fią prze­zwy­cię­żyć zło. Poka­zuje, że nawet naj­tward­sze serce można roz­grzać miło­ścią do dru­giej osoby. Strzała amora potrafi trafić naprawdę głę­boko i to, że ktoś z pozoru liczy na zyski mate­rialne, a nie na praw­dziwe uczu­cie, to tylko złu­dze­nie. Miłość przy­cho­dzi w naj­mniej ocze­ki­wa­nym momen­cie naszego życia i wywraca wszystko do góry nogami. Hugo, wpro­wa­dza­jąc w życie swój plan, nie spo­dzie­wał się, że dzięki temu kon­kur­sowi pozna miłość swojego życia. Nie wiedział co w tej sytu­acji zro­bić, nie wie­dział, jaka jest instruk­cja obsługi, bo sche­maty, które znał do tej pory, oka­zały się niczym. Uczył się od początku jak postę­po­wać z Łucją, jak ją zado­wo­lić, jak ją kochać i jej to oka­zać. Sprawy przy­brały tro­chę inny obrót, kiedy prawda wyszła na jaw i jestem naprawdę cie­kawa kolej­nej czę­ści tej histo­rii, czyli „Biletu do szczę­ścia”, który już czeka na półce.

Książkę prze­czy­ta­łam w dwa dni. Chcia­łam ją skończyć i nie chciałam. Tak zazwy­czaj się dzieje, kiedy mam w ręku cie­kawą histo­rię i bar­dzo pra­gnę dowiedzieć się, jak zakończy się miło­sna opo­wieść. Fak­tem jest, że autorka stwo­rzyła główną boha­terkę jako mło­dziutką, tro­chę głu­piutką i naiwną dziew­czynę, która miej­scami bar­dzo mnie iry­to­wała, cho­ciażby tym, jak reago­wała w pew­nych sytu­acjach, ale mimo tych wad bar­dzo ją polu­bi­łam.
Nie mogę doczekać się kon­ty­nu­acji, mam nadzieję, że nie zawiodę się zakoń­cze­niem. Ze szcze­rego serca mogę pole­cić tę książkę wszyst­kim.

Buziaki

Justyna

 

Oprócz wątku głów­nego, jakim jest rela­cja Hugo i Łucji, w książce nie brakuje humoru i zabaw­nych sytu­acji.

  • Zaczęłam czytać tę książkę, ale niestety nie skończyłam. Jakoś nie umiałam się w nią wkręcić więc odpuściłam dalszą lekturę. Raczej do niej nie wrócę 😉
    Pozdrawiam 🙂
    http://czytanie-i-inne-przygody.blogspot.com/

  • Do polskich książek podchodzę jak pies do jeża, AIe cieszę się, że bywają perełki;)