[WPIS GOŚCINNY] Z cyklu na „Oczarowanej kanapie”

 Dziś szanowny czytelniku chcę Cię zaprosić na „Oczarowaną kanapę”, na której zasiadają prawdziwe gwiazdy.  Zabawa polegała na wybraniu jednego tematu (bądź obu :)) i napisaniu kilku słów.

Tematy to:

  1. Bohater fikcyjny, który w realnym świecie mógłby być moim przyjacielem i dlaczego.
  2. Książka (bądź książki), która jak do tej pory wywarła na mnie największe wrażenie i dlaczego.

Każdy z moich zaproszonych gości, napisał kilka słów o bohaterze książki lub o książce, która jest naprawdę wspaniała. Chcesz dowiedzieć się więcej? Mam nadzieję, że jesteś gotowy i wcześniej uszykowałeś sobię herbatę lub kawę i jakieś dobre ciacho, bo za chwilę czeka Cię coś nowego.

Zapraszam do lektury 🙂

 

RudeRecenzuje.pl
Paula z bloga Rude Recenzuje wybrała temat 1, czyli przyjaciela

Dużo łatwiej i szybciej nawiązuję znajomości z mężczyznami. Relacje damsko-damskie są dla mnie trochę zagadką i niechętnie wchodzę w przyjaźnie z kobietami, bo nauczona na swoich doświadczeniach wiem, czym się to może skończyć. Z książkowymi bohaterami mam podobnie – dużo szybciej przywiązuję się do tych męskich postaci, damskie przeważnie mnie irytują i drażnią.

Od momentu przeczytania Ludzi w nienawiści Krzysztofa Zajasa kompletnie straciłam głowę dla Andrzeja Krzyckiego – głównego bohatera trylogii grobiańskiej – i póki co, żadnego z książkowych bohaterów nie wspominam tak dobrze i tak często. Myślę, że na mojego życiowego partnera Andrzej raczej by się nie nadawał – mamy chyba za bardzo podobne charaktery – ale prawdopodobnie byłby jednym z tych przyjaciół, który nie dość, że wysłuchałby moich problemów, to potrafiłby się jeszcze postawić w mojej sytuacji i rzeczywiście by mnie rozumiał. Wydaje się, że jako przyjaciel mógłby mnie wiele nauczyć, a takie znajomości są przecież najbardziej wartościowe. Łączy nas to, że lubimy uciekać od świata, chować się, kiedy robi się niewygodnie, a wspólnie moglibyśmy sobie lepiej radzić z naszymi codziennymi problemami.



Partyzantka.com.pl
Martyna z bloga Partyzantka wybrała temat 1, czyli przyjaciela

Mój wybór od razu padł na Daimona Freya, postać z Siewcy wiatru i Zbieracza burz Mai Lidii Kossakowskiej. Daimon jest Aniołem Zagłady, który zostaje skazany na śmierć za świętokradztwo. W chwili egzekucji dostaje od Jasności rozkaz i… schodzi z szafotu o własnych siłach. Jest pewny siebie, ironiczny i chodzi własnymi drogami i te cechy od razu sprawiły, że polubiłam go bardziej niż jakąkolwiek postać książkową przedtem i potem. Imponuje mi jego poczucie własnej wartości – to zdecydowanie coś, czego mógłby mnie nauczyć. Oboje lubimy jeździć konno i nie znosimy tłumów. Stawiamy na sprawdzonych przyjaciół i nie potrzebujemy sympatii całego otoczenia. Lubię Daimona za to, że pozostaje sobą i jest wierny swoim przekonaniom. Lubię go do tego stopnia, że pisałam o nim licencjat, więc teraz, kreśląc zaledwie parę słów, czuję, że pozostawiam mnóstwo niedopowiedzeń. Ale może to dobra okazja, byście zapoznali się z anielskim cyklem Kossakowskiej? 😉



StanZaczytany.pl
Ola z bloga Stan: Zaczytany odpowiedziała na oba tematy

Temat 1. Bohater fikcyjny, który w realnym świecie mógłby być moim przyjacielem i dlaczego.

Z kim chciałabym się przyjaźnić? Chyba będę inna, bo… Nie wytypuję ani jednego literackiego bohatera. Przyjaźni nie można wybrać, ona musi się sama urodzić. Nawet gdybym znalazła postać, która odpowiadałaby mojemu charakterowi, to… Nie. Nawet wtedy mam jakąś niewidzialną barierę do wytypowania. Myślę, że wiele bohaterek – i przede wszystkim bohaterów (wiecie co mam na myśli – i bez zbereźnych myśli, proszę) – mogłabym polubić, nawet bardzo, ale czy chciałabym się przyjaźnić…? Nie wiem. To cięższa sprawa.

Temat 2. Książka (bądź książki), która jak do tej pory wywarła na mnie największe wrażenie i dlaczego.

To również trudne dla mnie zadanie. Do głowy przychodzi mi parę pozycji, więc mam nadzieję, że nie będziecie źli, jeśli Wam je przedstawię. Na wstępie przedstawię Wam ,,Siedem Sióstr” Lucindy Riley. Kiedy wybierałam tę pozycję, myślałam, że będzie to zwykła obyczajówka – a raczej młodzieżówka, która będzie przyjemna w odbiorze. Podczas lektury zdałam sobie sprawę, że są to pomieszane czasy. Mamy czasy współczesne, a potem przenosimy się do innego wieku… To nie było dla mnie, bowiem lubię każdy gatunek, ale do historycznych… Stanowczo nie. Myślałam więc, że będę miała upór przed skończeniem powieści, jednak tak się nie stało. Fabuła tak mnie wciągnęła, że nie byłam w stanie się od niej oderwać, aż w końcu z niecierpliwością oczekiwałam drugiej części. Byłam pozytywnie zaskoczona. Od tamtego czasu łykam nie tylko książki historyczne, ale i filmy, których przed ,,Siedmioma siostrami” wprost nienawidziłam.
Drugim pozytywnym zaskoczeniem był dla mnie ,,Pan Wilk i kobiety” Jarosława Wilka – zarówno pierwsza część, jak i dwie kolejne (premiera trzeciej już we wrześniu!). Wiele osób mi ją polecało, jednak czułam również taki opór, bo… To autor. Facet. Facet, który napisał erotyk. Czego można byłoby się spodziewać? Dużo pieprzenia i tyle. Jednak nikt nie przygotował mnie na to, że w książce znajdę tyle mądrości, rozrywki i… wolności słowa. Owszem, sceny erotyczne pojawiają się dość często, ale nie jest to denny seks, o którym czytamy w każdym erotyku. Poznajemy historie – nie tylko Pana Wilka, ale i innych ludzi. Po każdej części byłam na tyle rozbita, że zastanawiałam się, skąd autor czerpie taką wiedzę. Nauczyłam się wiele, chociaż jest to zwykła powieść, która miała na celu tylko zabawić czytelnika. Autorowi udało się zdobyć nie tylko serce czytelnika, ale i duszę.
,,Klątwa Przeznaczenia” Moniki Magoska-Suchar i Sylwii Dubieleckiej to kolejny punkt. Nigdy nie byłam fanką fantastyki (i do tej pory nie jestem), więc dostawszy propozycję do zrecenzowania takiego wielkiego olbrzyma, nie bardzo mi się to uśmiechało. Niemniej jednak przeczytałam i… I jestem w szoku. Choć minęło już kilka miesięcy, ja wciąż myślami jestem w tej książce. Autorki umiejętnie zbudowały literacki świat od podstaw, gdzie bohaterowie żyją własnym życiem. Miałam wrażenie, że weszłam do fikcyjnej krainy i sama przeżywałam ich losy. Niełatwo jest mnie zaskoczyć, ale autorkom w stu procentach to się udało. Emocje bijące od tej książki są na tyle mocne, że wielokrotnie rzucałam telefon o ścianę. Mimo wszystko wracałam do lektury w szybkim tempie. Już nie mogę doczekać się drugiej części!



KsiazkoMilosciMoja.pl
Justyna z bloga Książko, miłości moja. wybrała temat 2, czyli książka
Wśród wielu książek, gorszych i lepszych, trudno jest wytypować tę ulubioną. Ja jednak nie mam z tym większego problemu. Dla mnie zawsze na pierwszym miejscu będzie książka Milion małych kawałków Jamesa Freya. Opowieść o mężczyźnie uzależnionym od narkotyków i alkoholu, historia faceta, który był na samym dnie, bez siły, bez perspektyw, bez nadziej. Znalazł jednak w sobie silnej woli i postanowił udać się na odwyk. Autor nie szczędzi opisów, które niejednokrotnie nas obrzydzą, ale też obnaża przed nami prawdę o uzależnieniu. Fray pokazuje jak długa i nierówną walką jest wyjście z nałogu. Nie koloruje, nie owija w bawełnę, ukazuje samą prawdę. Milion małych kawałków to niebanalna książka o trudach odwyku, magii przyjaźni i pokładach miłości rodzicielskiej. Polecam!


Kasi-recenzje-ksiazek.blogspot.com
Kasia z bloga Kasi Recenzje Książek napisała kilka słów na oba tematy

Temat 1. Bohater fikcyjny, który w realnym świecie mógłby być moim przyjacielem i dlaczego.

Przyjaciół w książkowym świecie nie znajduję wielu. Mam trzy typy. Pierwszym jest Sookie Stackhouse z cyklu „Czysta krew”. To jedna z moich ulubionych serii i to głównie ze względu na główną bohaterkę. To prawdziwa babka z jajami, która nie piszczy na widok chudego pająka (no dobra, gdyby zobaczyła takiego z wyłupiastymi oczami to pewnie i ona wzięłaby nogi za pas). Jest niezwykle zabawna, bezpośrednia i nie knuje za plecami. Drugą bohaterką jest Cat z cyklu „Nocna Łowczyni”. Istne cudo i wzór bohaterek książkowych. Dzielna, trzeźwo myśląca i generalnie to istny Jace w spódnicy. Tylko bardziej wylewny. Cykl ten mogę polecić z całego serducha, Cat jest półwamirzycą, która z premedytacją zabija krwiopijców w akcie zemsty za krzywdę wyrządząną jej matce. Ma kilka świetnych skillów, a co dzieje się w dalszej części tej serii, to nie możecie sobie tego nawet wyobrazić. Ostatnim bohaterem (tak się składa, że z bohaterami, których ubóstwiam nie bardzo chciałabym żyć w friendzone) jest Vlad z tego samego cyklu, który jest głównym bohaterem „Nocnego Księcia”. Niestety w Polsce zostały wydane na razie tylko dwa tomy i coś się nie zapowiada na kolejne. Kimże jest Vlad Palownik? Znacie go na pewno – mówią na niego Dracula, ale lepiej przy nim nie używać tego określenia, bo mogą to być ostatnie słowa w waszym marnym życiu. Istne cudo. Genialna postać, choć moje serducho zdobył jako postać bardziej poboczna w „Nocnej Łowczyni”. Czy mogłoby być coś lepszego od posiadania tej wspaniałej trójki za przyjaciół?

Temat 2. Książka (bądź książki), która jak do tej pory wywarła na mnie największe wrażenie i dlaczego.

Nie lubię tego typu pytań, bo każda książka wywiera na mnie jakieś wrażenie, tylko w różnym stopniu. Jeżeli jednak miałabym postawić na jedną powieść, byłaby to „Gra o tron”. Przez długi, długi czas broniłam się przed pierwszym tomem jednej z najsłynniejszych serii książek na świecie. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Martin po prostu skradł moje serce, a wszelkie rozwiązania fabularne i jego niebywała skłonność do zabijania bohaterów po prostu powaliła mnie na kolana.  O tak, ta książka zdecydowanie zrobiła na mnie wrażenie. Te okrutne zachowania bohaterów, ta brutalność i mroczny klimat… Często siedziałam z gębą otwartą jak drzwi od stodoły, nie mogąc uwierzyć w to, co właśnie zrobił autor.



Tadam! Teraz coś ode mnie. Jako, że kanapa jest moja, to i wypa­da­łoby coś też skrob­nąć: )

Nie mogłam wybrać żad­nego fik­cyj­nego boha­tera, posta­no­wi­łam więc napi­sać kilka słów o książce, czyli wybra­łam Temat 2. Małe mia­steczko w Anglii, w oko­licy któ­rego znaj­duje się potężny zamek, zaby­tek oraz duma miesz­kań­ców. Tury­ści odwie­dzają go bar­dzo chęt­nie i z zapar­tym tchem podzi­wiają. Wiesz już co to za książka? Tak, to „Zanim się poja­wi­łeś” autorki Jojo Moyes. Czemu aku­rat ta? Bo do tej pory czy­ta­jąc jakąś książkę, nie wyla­łam tylu łez. Jest to prze­piękna histo­ria, która opo­wiada o bólu, miło­ści, poświę­ce­niu i stra­cie bli­skiej osoby. Wiem, że jest wiele ksią­żek, które w podobny spo­sób potra­fią zadzia­łać na czy­tel­nika, ale ten utwór zosta­nie w mojej pamięci na bar­dzo długo. Podzi­wiam Lou, która mimo uporu Wil­liama i jego nie­chęci do całego świata, dała radę prze­bić się przez to ska­mie­niałe serce i dotrzeć do duszy chło­paka. Wie­rzyła, że da ona radę kochać za nich dwoje, co jesz­cze bar­dziej utwier­dziło mnie w prze­ko­na­niu, że jest ona wspa­niała osobą, bar­dzo cie­płą, rado­sną, pomimo wielu prze­ciw­no­ści losu. Książka ma wiele weso­łych momen­tów, humor dopi­suje boha­te­rom, ale nie zmie­nia to faktu, że koniec jest jed­nak dra­ma­tyczny. Tym, któ­rzy nie czy­tali, ser­decz­nie pole­cam.