Złodziej, wśród nas jest złodziej! Czyli o oszustach w blogosferze książkowej

          W dzi­siej­szym wpi­sie chcia­ła­bym się skupić na tema­cie kra­dzieży tek­stów recen­zji z innych blo­gów. Ostat­nio byłam świad­kiem trzech sytu­acji w książ­ko­wym świe­cie, gdzie to „blo­ger” kradł – dosłow­nie – tek­sty z innych blo­gów i kopio­wał do sie­bie, publi­ku­jąc tekst jako swój. Dla­czego to robi­cie? Ludzie! Co ze szcze­ro­ścią? Z rze­tel­no­ścią? O etyce już nie wspomnę. To zwy­kła kra­dzież, która jest k a r a n a, a ludzie na­dal to robią. Kom­plet­nie tego nie rozumiem. Co z pra­wami autor­skimi? Nie zależy Wam na tym, żeby samemu zdo­być czy­tel­ni­ków i w ten spo­sób wybić się z tłumu? Jeśli nie potra­fi­cie napisać tek­stu sami, to nie piszcie wcale, ale nie krad­nij­cie czy­jejś pracy! Czło­wiek cza­sami po prze­czytaniu książki, ślę­czy przed kom­pu­te­rem, pró­bu­jąc skle­cić kilka zdań, żeby to miało ręce i nogi, cza­sami oddaje całe serce i przede wszystkim swój – jak wiemy – cenny czas, a przyj­dzie taki zło­dziej i bez żad­nych skru­pu­łów sobie ten tekst weź­mie, opu­bli­kuje i jesz­cze czeka na okla­ski i pochwały od wydaw­nictwa lub autora książki. No po pro­stu to jakiś żart! Ja nie należę do osób, któ­rych tekst został sko­pio­wany, wła­ści­wie to wiem dla­czego (nie należę do wybit­nie piszą­cych i popu­lar­nych ludzi), ale wyobra­żam sobie nerwy tych wszyst­kich, któ­rzy zna­leźli swój tekst u kogoś innego.

          Wie­cie co, ta ostat­nia sytu­acja z dziew­czyną, która sko­pio­wała tekst z jed­nego z popu­lar­niej­szych blo­gów, uświa­do­miła mi, jak trzeba być ostroż­nym. Wie­lo­krot­nie czy­tałam tek­sty tej „recen­zentki” i naprawdę myśla­łam sobie ma dziew­czyna talent do pisa­nia i ukła­da­nia zdań, podzi­wia­łam ją i szcze­rze zazdro­ści­łam tego talentu, bo ja nie potrafię (może kie­dyś to się zmieni) tak dobrze wyra­zić emo­cji po prze­czytanej lek­tu­rze, a ona robi to z taką lek­ko­ścią i aż zachęca do czy­ta­nia i kupie­nia książki. Tyle tylko, że praw­do­po­dob­nie żaden tekst na jej blogu nie nale­żał do niej. Kiedy wła­ści­cielka tek­stu dowie­działa się o tym, że ktoś „zain­spi­ro­wał się” jej pracą, napi­sała do tej „recen­zentki”, pro­sząc o wyja­śnie­nia, blog nagle nik­nął. Zapadł się pod zie­mię. Wydu­kała jakieś prze­pro­siny i tyle. Z tego, co widzę, fan­page na Face­bo­oku na­dal ist­nieje, ale strony już nie ma. Dzi­siaj (9.12.17) z cie­ka­wo­ści weszłam na jej fan­page i co zna­lazłam? Nowy blog i nowy fan­page. Dla­czego ja się pytam? Czy miała coś do ukry­cia, usu­wa­jąc poprzedni blog? Myślę, że tak. Myślę, że rżnęła tek­sty, skąd popad­nie, byleby tylko nachapać się ksią­żek od wydaw­ców.

          Pró­buję sobie jakoś poskła­dać w całość jej motywy, odpo­wie­dzieć na pytanie, dla­czego nie była w sta­nie napi­sać recen­zji sama, poświę­cić swój czas na prze­my­śle­nie prze­czytanej lek­tury, ale jakoś kiep­sko mi to wycho­dzi. Jedy­nym wyja­śnie­niem dla mnie jest to, że praw­do­po­dob­nie nie czy­tała tych wszyst­kich ksią­żek, czas ją gonił, bo wydaw­nictwo czy autor doma­gał się recen­zji i pod pre­sją czasu zwy­czaj­nie bra­kło jej czasu na czy­ta­nie. Z obser­wa­cji wnio­skuję, że ci „blo­gerzy książ­kowi” otrzy­mali egzem­pla­rze do recen­zji od kilku wydaw­ców i zwy­czaj­nie się nie wyra­biają. Się­gają wtedy po środki osta­teczne, czyli kopio­wa­nie od innych. No bo prze­cież co się sta­nie, jeśli z bloga ABC wezmę ten aka­pit, z bloga CDE ten, a z jesz­cze innego bloga XYZ takie zakoń­cze­nie? Prze­cież nikt nie zauważy, no nie? Serio!? Tak chcesz to robić? Tak grać? Prawda zawsze wyj­dzie na jaw – prę­dzej czy póź­niej wła­ści­ciel tek­stu dopad­nie i Cie­bie lub inne osoby czy­ta­jące sko­pio­wany tekst poin­for­mują praw­dzi­wego wła­ści­ciela o tym incy­den­cie, i co wtedy? Nie będzie Ci głu­pio? Tym bardziej śmieszne w tej ostat­niej histo­rii było to, że autorka ory­gi­nal­nego tek­stu popeł­niła błąd w swo­jej recen­zji, a „ta recen­zentka” kopiu­jąc od niej tekst, zro­biła dokład­nie taki sam błąd. Mnie byłoby wstyd! Gorzej, ja nie wyobra­żam sobie dal­szego pisa­nia o czym­kol­wiek i posia­da­nia konta na Face­bo­oku czy innych mediach spo­łecz­no­ścio­wych. Ludzie pamię­tają i obser­wują. Jeśli raz zosta­niesz zde­ma­sko­wany, to już się nie scho­wasz i będziesz noto­rycz­nie obser­wo­wany.

          Niek­tóre wydaw­nictwa zastrze­gają sobie współ­pracę z blo­gerami, któ­rzy już mają na swoim kon­cie kon­kretny staż, więk­szą liczbę recen­zji i dobre sta­ty­styki. Nie spraw­dzają jed­nak naj­waż­niej­szego – wia­ry­god­no­ści wła­ści­ciela bloga. Oso­bi­ście nie współ­pracuję z żad­nym wydaw­nictwem, uwa­żam, że nie jestem wystar­cza­jąco dobra w pisa­niu recen­zji i jest wiele osób lep­szych ode mnie, moje sta­ty­styki nie są impo­nu­jące i zwyczajnie nie mam szans, ale co mnie wyróż­nia od nie­któ­rych to to, że piszę dla wła­snej przy­jem­no­ści i dla osób, które naprawdę chcą mnie czy­tać, a nie dla dar­mo­wych egzem­plarzy, laj­ków i sta­ty­styk. Oprócz kilku pojedynczych współ­prac wszyst­kie książki kupi­łam sama, prze­czy­tałam je też sama i wyra­zi­łam swoją opi­nię, nie inspi­ru­jąc się niczyją pracą. Można? No jasne, że tak. Wystar­czy tylko chcieć.

          Zasta­na­wia mnie jedno, mia­no­wi­cie czy wydaw­nictwa bio­rąc pod uwagę bloga do współ­pracy, spraw­dzają jego wia­ry­god­ność czy tylko sta­ty­styki? Bo mam wra­że­nie, że dla nich liczy się tylko sprze­daż ksią­żek i nie obcho­dzi ich nic wię­cej. Nie inte­re­suje ich to, czy ktoś sko­pio­wał recen­zje od innych, czy w ogóle prze­czytał daną książkę, liczy się to, że dali mu egzem­plarz, blo­ger napi­sał recen­zję i jest dobrze. Czy nie warto cza­sami zro­bić coś wię­cej? Wiem, że ludzie od pro­mo­cji w wydaw­nictwach mają naprawdę ciężko, bo liczba zgło­szeń do ogar­nię­cia jest wielka, ale wydaje mi się, że cza­sami lepiej jest współ­pra­co­wać z kil­koma rze­tel­nymi i praw­dzi­wymi oso­bami, niż ze zwy­kłymi oszu­stami i zło­dzie­jami. Bo nazwijmy rze­czy po imie­niu – krad­niesz czy­jąś pracę, jesteś zło­dziejem. Uwa­żam, że jeśli ktoś doświad­czył kra­dzieży jego wła­snej recen­zji czy innych rze­czy z bloga, powi­nien gło­śno o tym mówić i upu­blicz­nić dane tej osoby, żeby inni mieli szansę na spraw­dze­nie, czy cza­sami jego tekst nie zna­lazł się także wśród wpi­sów na blogu.

          Nie mnie jest oce­niać zacho­wa­nia tych osób i to, co z tym fantem zrobią jest ich prywatną sprawą, ale myślę, że jeśli wszy­scy zaczniemy pięt­no­wać tych zło­dziei, wspól­nymi siłami będziemy wal­czyć z kopio­wa­niem naszej wła­sno­ści, tym bar­dziej oni wszy­scy zaczną bać się ich zabie­rać. Wstyd jakiego doświad­czą, kiedy opu­bli­kuje się jego imię lub nazwę bloga, powi­nien ich cze­goś nauczyć. Kolej­nym waż­nym ele­men­tem jest powia­do­mie­nie wydaw­nictw i auto­rów o danej oso­bie, która sko­pio­wała nasz tekst, żeby wie­dzieli z kim mają do czy­nie­nia, a wydawcy i auto­rzy powinni się dobrze zasta­no­wić, czy chcą na­dal współ­pra­co­wać ze zło­dziejem, który nie potrafi sklecić ani jed­nego wła­snego zda­nia. Bo jeśli ktoś zgłosi daną osobę do wydawcy o zaist­nia­łej sytu­acji, Ci powinni auto­ma­tycz­nie zakoń­czyć współ­pracę. Chyba że nie zależy im na byciu fair w sto­sunku do innych blo­ge­rów.

          Pod­su­mo­wu­jąc moje prze­my­śle­nia, chcia­łam Was wszyst­kich prze­strzec przed tego typu ludźmi, uwa­żaj­cie na sie­bie i swoje blogi. Jeśli zauwa­ży­cie, że ktoś „zain­spi­ro­wał się” czy­jąś pracą powia­dom­cie o tym praw­dzi­wego wła­ści­ciela tek­stu, nie stójcie obo­jęt­nie, kiedy komuś dzieje się źle. Wydawco i auto­rze – dobie­raj recen­zen­tów uważ­niej, jeśli otrzy­masz zgło­sze­nie od kogoś o kra­dzieży tek­stu, zrób coś, nie bądź obo­jętny. Bo jeśli Wy nie zare­agu­je­cie, to będzie to jed­no­znaczne z tym że popie­ra­cie to, co wyra­biają Ci wszy­scy zło­dzieje recen­zji i przy­kła­da­cie się do tego całego błota. Jest naprawdę wielu rze­tel­nych blo­ge­rów, któ­rzy zasłu­gują na Wasze uzna­nie i chcą współ­pra­co­wać z Wami, żeby przy­czy­nić się do sprze­daży i pro­mo­cji Waszych ksią­żek, a nie dostają tej szansy, bo ich sta­ty­styki nie są zbyt wyso­kie, lub boją się, że zostaną odrzu­ceni z innych powo­dów. Ostat­nio coraz wię­cej „pere­łek” wycho­dzi na jaw, ci tacy dobrzy „recen­zenci” oka­zują się zwy­kłymi oszu­stami, a ci, któ­rzy zasłu­gują na szansę, jej nie dostają. Odpo­wiedz­cie sobie na pyta­nie, ilu blo­ge­rom zaufa­li­ście, któ­rzy po pew­nym cza­sie oka­zali się fał­szy­wymi, nie­rze­tel­nymi oszu­stami, któ­rzy jedyne czego od Was chcieli to dar­mowe egzem­pla­rze Waszych ksią­żek? Ilu recen­zen­tów ode­sła­li­ście z kwit­kiem, kiedy napi­sali do Was maila z prośbą o współ­pracę, ale jego blog nie był wystar­cza­jąco dla Was dobry pod wzglę­dem popu­lar­no­ści? Jeśli Wasza odpo­wiedź brzmi zero – bar­dzo dobrze, jeśli jed­nak znaj­dzie się cho­ciaż jedna taka osoba, może warto prze­my­śleć, czy aku­rat ta osoba nie lepiej zasłu­guje na Waszą współ­pracę, niż inna, która zwy­czaj­nie krad­nie tek­sty od innych.

 

          Jeśli macie ochotę na dyskusję w tym temacie, zapraszam do komentowania. Sprawa jest poważna i coraz częściej słychać o podobnych incydentach.

 

  • Ciekawy wpis, widziałam na kilku innych blogach podobne. Z tego wnioskuję, że taka praktyka jest coraz częstsza, może tylko wcześniej nikt nie zwracał na to uwagi?
    Mogłabyś napisać o jakiego bloga chodzi? Bo gdzieś czytałam o takim zachowaniu jednej z „większych” blogerek, ktoś nawet zadał sobie trud i zrobił zestawienie tekst oryginalny i skopiowany na jej blogu.
    Bardzo to było przykro, bo to był znany i popularny blog.
    Między inspiracją a plagiatem czy kopiowaniem tekstów jest cienka granica i możliwe, że ta blogerka początkowo faktycznie tylko się inspirowała, ale raz czy drugi poszła o krok dalej, nic niemiłego z tego nie wynikło i tak to poszło. Nie tłumaczę jej, bo miała świadomość tego co robi.
    Ogólnie wydaje mi się, że pozorna anonimowość w internecie sprawia, że ludzie robią coraz bardziej paskudne rzeczy 🙁

    • W tym przypadku nie do mnie należy upublicznienie tej osoby, która dopuściła się plagiatu. Sytuacja nie dotknęła mnie osobiście, więc wolę nie publikować nazwy bloga. Wiem, że sprawa ze strony właściciela tekstu trafiła już do wydawcy i to jakie kroki poczynią, zależy tylko od nich.

      Ogólnie w mojej wypowiedzi chodziło mi o to, żeby ci wszyscy, których problem dotknął, mówili o tym głośno i nazywali rzeczy po imieniu.

      Okropnie mnie razi w oczy to kopiowanie i oszustwo. Nigdy nie zrozumiem takiego zachowania.

      Pozdrawiam, Justyna

      • Ja myślę, że sporo blogerów nie myśli o tym, że ktoś może kopiować ich teksty. I stąd może wynikać to, że znajdą sie osoby, które to nagminnie robią.

        • Otóż to. Większość myśli, że ich to nie dotknie, ale z drugiej strony, dlaczego miałoby nie dotknąć? Skoro piszesz i jakoś tam ci się udaje prowadzenie bloga, to jesteś potencjalnym „dawcą”. Zazdrość też jest tym, co napędza ten cały wózek. Bo ona ma lepsze, a ja nie.

  • Nie zgadzam sie z jednym – że nie masz talentu do pisania. Bardzo mi sie podoba Twój tekst 🙂 😉
    A co do kradzieży to nie wiem czy trzeba to komentować.
    Sama jestem blogerką ze średnimi wynikami statystycznymi. Pracuje zawodowo i to dosc sporo, wiec i tak sie ciesze ze udaje mi sie wygospodarować czas na czytanie i pisanie. Mam kilka współprac, ale wszystkie te osoby odezwały sie do mnie same (z czego jestem dumna). Nie zależy mi tez statystykach i średnio sie staram z promocją bloga. Moj partner robi to za mnie, np. prowadzi FB blogowego:-P
    A ja czytam dla wlasnej przyjemnosci 🙂
    Pozdrawiam

    • Dziękuję za miłe słowa!

      Także pracuję na pełny etat, z domu wychodzę, kiedy jest jeszcze ciemno, w korkach stoję ponad pół godziny, w pracy calutki dzień, po pracy wychodząc znowu kolejną godzinę w korkach, wchodząc do domu nie mam siły ani ochoty na nic. Ale zawsze znajdę czas na przeczytanie chociaż jednej strony. Mozolnie mi to idzie, bo obowiązków jest bardzo dużo i zanim się obejrzę, jest pora do spania. Z tym pisaniem to u mnie kiepsko, nie mam czasu, dosłownie. Czasem w pracy, kiedy nikt nie patrzy, napiszę kilka zdań na „brudno” 🙂

      • Hehe… z tym pisaniem w pracy tez mi sie zdarza 😛 Mam nadzieję, ze nie czyta tego moja szefowa;-) Znam również wychodzenie jak jest ciemno i stanie w korkach…
        Fajnie, ze sie rozumiemy 🙂

        • Też znam wychodze do pracy, gdy jeszcze ciemno. W dodatku do pracy dojeżdżam 20 km, więc popołudniu mogę czytać podczas drogi. Z pisaniem recenzji na bloga w pracy to kiepsko, zazwyczaj nie mam czasu.
          Magda Saska, podrzucisz link do swojego bloga?

  • Aha i muszę dodać jeszcze jedno, Twój blog jest bardzo fajny, a Twoje recenzje super się czyta. Piszesz fajnie, z sense i argumentami przemawiającymi za Twoją opinią. Zaglądam tu regularnie 🙂
    Fakt, że statystyki są „słabsze” niż na niektórych innych blogach, paradoksalnie może świadczyć na Twoją korzyść, że czytają Cię ludzie bo chcą, a nie na zasadzie „kom za kom” itp.

    • Wiem, że zaglądasz i bardzo mi miło 🙂 cieszę się z czytelników takich jak ty – prawdziwych, jak napisałaś bez „kom za kom”. Prowadzenie bloga nie ma sensu, jeśli robisz to tylko dla popularności.

      Buziak <3

  • Nie masz talentu?! To ja chyba powinnam zamknac bloga w takim razie 😀 O kradziezy opisanej powyzej slyszalam az mnie scielo… To bylo na wielka skale! Sama udostpenialam o tym post na FB bo az mnie zmrozilo…brrr! Natomiast tY…ojc powinnas pisac pisac pisac i cieszyc sie tym co masz tutaj bo to jest piekne <3
    PS: Taka "kradziez" tekstu to zlamanie praw autorskich. Twoj blog Twoje wypowiedzi. Sad i nawet kara + odszkodowanie. Ciekawe czy w PL by to uszlo? 😀

    • Dzięki kochana <3

      Widać, nie tylko mnie zatkało. Nie rozumiem dlaczego ludzie jie mówią o tym głośno? Czego się boją? To nie jest kolejna tzw. gównoburza, tylko poważna sprawa, która może dotknąć każdego z nas.

      Wiesz, nie wiem czy to o cz piszesz by przeszło w PL, nie wiem jak to wygląda od strony prawnej i co dokładnie grozi takiej osobie, ale nam udostępniając informacje i walcząc z tym w swoim gronie, nic nie grozi 🙂

      • Uczylam sie neico na temat praw autorskich i jesli trafic na dobrego prawnika isedzie masz ja kw banku wygrana :d

  • W mojej ocenie w wielu głowach wciąż zasiane jest ziarenko „to, co w internetach należy do wszystkich i mogę robić z tym, co mi się żywnie podoba”. Akcję ze wskazaniem bloga widziałam po czasie i prawdę mówiąc totalnie nie kojarzę ani osoby, ani bloga.

    Trzeba też sobie powiedzieć otwarcie, że dopóki nie będzie się nazywać rzeczy po imieniu dopóty wciąż będą zdarzały się internetowe zawłaszczenia tekstów, zdjęć, filmów itd., bo przecież może nikt się nie zorientuje.
    Swoją drogą, na instagramie spotkałam się z jedną osobą, która cieszyła się, iż ktoś przywłaszcza sobie (nie był to repost) jej zdjęcia, bo to znaczy, że są fajne i się podobają. Jak to zobaczyłam to 🤬

    Ja ze swojej strony wiem jedno – warto reagować. Osobiście raz zostałam niemile zaskoczona użyciem mojej twórczości. Absolutnie nie chodzi o moje teksty, bo piszę raz lepiej, raz gorzej lecz zawsze bliżej kategorii przeciętnie. Za to zdjęcie, które zrobiłam znalazło się na instagramie jako własność innej użytkowniczki.
    Jakie było moje zdziwienie na wszystkie te ochy i echy pod fotografią. Oznaczając wszystkich wznoszących „boskie pienie” podziękowałam za uznanie, zgłosiłam zdjęcie do administracji, a do właścicielki szumnego bookstagrama napisałam wiadomość prywatną. Po 15 minutach zdjęcie zostało usunięte, zostałam też przeproszona. Bookstagram został zablokowany – więc domyślam się, iż moja fotka była tylko jedną z wielu.

    • Sylwuś, zrobiłaś dokładnie to, co powinnaś. Tak jak piszesz, warto reagować, a nawet trzeba reagować. Nikt nie ma prawa brać Twojej własności bez pytania i udostępniać.
      Podejrzewam, że na Instagramie i innych mediach społecznościowych jest więcej takich przypadków, a jeśli ludzie nie zaczną reagować, problem będzie tylko rósł.

  • Świadkiem takiej sytuacji byłam raz i od tej pory od czasu do czasu wpisuję sobie fragment moich opinii do przeglądarki lub wrzucam zdjecia, by zobaczyć, czy są one tylko na moim blogu, czy także gdzieś indziej. Na razie obyło się bez rękoczynów i mam nadzieję, że tak pozostanie.
    Jak jeszcze kradzież zdjęć mogę zrozumieć – nie każdy ogarnia prawa autorskie i nie wie, że to co znajdzie w google, niekoniecznie może użyć, ale zabranie komuś czyjegoś tekstu, który ktoś przecież napisał, to czysty kretynizm po prostu.
    Aż jestem ciekawa o jakiego bloga chodzi – podasz nazwę? Moim zdaniem powinno być to upublicznione, by czytelnicy wiedzieli, od kogo trzymać się z daleka.
    A co do wydawnictw – cóż, czasami mam wrażenie, że patrzą tylko na statystyki czy na zdjęcia na instagramie i liczbę followersów. Raz miałam sytuację, gdzie autorka zgłosiła się do mnie w sprawie recenzji, a gdy zapytałam ją, czy czytała jakiekolwiek moje opinie, odpowiedziała, że nie, bo nie miała czasu. Ostrzegłam ją, że jeżeli ksiażka będzie miała wady lub zwyczajnie nie będzie mi się podobała, to tak napisze, więc niech się zastanowi. No i kontakt się urwał 🙂

    • Bardzo dobrze robisz, ja sama czasem sprawdzam, czy moje teksty (jakie by nie były, są moje) znajdują się tylko tam, gdzie sama je wsadziłam. Polecam stronkę do sprawdzania plagiatów, działa dosyć dobrze http://www.siteliner.com/, kilka razy sprawdzałam u siebie.

  • Niestety ominęła mnie afera z tą osobą, więc nie wiem, o który blog chodzi.
    Ale kradzieże są nie fair.
    Można się kimś zainspirować, ale nie wykorzystując czyjejś pracy.Smutne i przykre.

    • Ciesz się z jednej strony, ze Cię ominęła. Z drugiej już wiesz, ze taki problem istnieje i mam wrażenie, ze ciągle rośnie.
      Wolę nie publikować danych tej dziewczyny, ani innych przypadków, o których wiem, bo nie mnie ta kradzież dotknęła, ale jeśli jesteś ciekawa, o kim była mowa, zapraszam mailowo na justynalubieniecka.ko@gmail.com

  • Nie spotkałam się, z czymś takim na blogach, za to na grupach ksiazkowych już tak. Kiedyś się zawzięłam i publicznie pokazałam fragmenty „recenzji” z fragmentami i linkami tekstów oryginalnych. Było właśnie tak jak piszesz- wstęp z jednego, kolejny akapit z drugiego itd. Co śmieszniejsze niektóre osoby nie widziały w tym problemu i to ja byłam osobą na której próbowano wieszać psy, bo przecież jak można publicznie kogoś oskarżać, ona nigdzie nie pisała że teksty są jej (nie podawała nazw stron z których wzięła fragmenty, w dodatku zakładała wątki „jak pisze swoje recenzje” 😂) i w ogóle nawet skoro kopiowała to komu to przeszkadza. Na szczęście reszta osób była bardziej przytomna… Jednak niestety są osoby które na coś takiego przyzwalają.

    Pozdrawiam,
    http://mocnosubiektywna.wordpress.com

    • Bardzo dobrze zrobiłaś udostępniając info. Sa takie przypadki niestety, ze ludzie nie widza problemu w tym, ze ktoś kopiuje tekst innej osoby i wkleja do siebie. Wydaje mi się, ze tych kilka osób niewidzących w tym nic złego, robi dokładnie to samo. A potem rośnie hejt na wszystkich blogerów, którzy ta uwagę zwrócą. Trzeba po prostu być ostrożnym. To Twoja praca, twój czas i nikt nie ma prawa tego zabierać.

  • Angelika Fronia

    Nie spotkałam się z taką sytuacja, ale równi uważam że to poniżej krytyki kraść cudze teksty….jeśli nie potrafisz napisać sam/a dobrego tekstu to się po prostu za to nie bierz. Prędzej czy później ktoś odkryje, że teksty nie są twoje więc nie wiem czy dla kilku darmowych książek warto ryzykować, bo kradzież to kradzież. Bardzo ciekawy tekst i fajnie, że piszesz o takich sytuacjach😉
    Pozdrawiam
    http://apetyczneksiazki.blogspot.com/?m=1

    • Miło, że zechciałaś przeczytać 🙂
      Co do odkrycia, czy Twój tekst fruwa gdzieś indziej po internetach, tak jak pisze Kasia poniżej (niekulturalne.pl), warto czasem sprawdzać tekst wpisując kilka zdań, lub zwyczajnie na stronach, które plagiaty wyłapują. Nie zaszkodzi sprawdzić. Ja czasem używam strony http://www.siteliner.com/ oraz zablokowałam kopiowanie z mojej strony jakiekolwiek tekstu. Czy zadziała, nie wiem, ale warto mieć 🙂

  • Nigdy nie spotkałam się z czymś takim dlatego jestem zaskoczona kiedy piszesz, że ostatnio sporo takich kwiatków wychodzi na jaw. Co prawda słyszałam, że blogerzy tak robią żeby mieć więcej darmowych książek od wydawców, ale osobiście nigdy nic takiego nie widziałam… co nie zmienia faktu, że wierzę, że ludzie tak robią… 😉

    • Jakis czas temu wielu blogerów, mniejszych i większych, pisało u siebie, ze jest wysyp „młodych”, którzy czają się na darmowe egzemplarze. Zeby je jakoś zdobyć, kilku znalazło sposób. Zeby zgłosić się do wydawnictw o współprace, musieli mieć na swoim koncie jakaś liczbę recenzji, a jak to zrobić nie czytając książki? No własnie… wziąć od innych. Takie jest moje podejrzenie w każdym razie.

  • ksiegozbior.bloog.pl

    Jestem w ciężkim szoku, jakoś do głowy mi nie przyszło, że można robić takie rzeczy. Niestety z przykrością również muszę się z Tobą zgodzić co do kryteriów jakimi kierują się wydawnictwa przy wyborze blogerów. Jak słyszę jak niektórzy w swoich instastory rzucają inwektywami jak przecinkami nie zważając na to kto jest ich odbiorcą albo kaleczą do granic nieprzyzwoitości język polski, a wydawnictwa sypią im książki jak z rękawa, tylko dlatego, że mają dużą liczbę wyświetleń czy obserwatorów to mi się nóż w kieszeni otwiera. Serio?! W końcu piszemy o książkach powinniśmy reprezentować jakiś poziom. Może niekoniecznie na poziomie pana Miodka, bo każdemu z nas zdarzają się wpadki, robimy to w końcu amatorsko, ale na litość boską nie na poziomie rynsztokowym.
    Pozdrawiam
    KSIĘGOZBIÓR

    • Ja rzadko zaglądam na instagrama, a te instastory czy jak im tam, to już w ogóle dla mnie czarna magia. Często za to siedzę na Twitterze. YouTuberow tez nie oglądam, bo kilku, których widziałam, niby tacy „duzi”, a słownictwo z podstawówki. Odechciało mi się zwyczajnie.

  • Krokusowe Przemyślenia

    Myślałam, że nic mnie nie może już zaskoczyć, ale się myliłam. Jestem w szoku. Jakimś sposobem ominęły mnie tego typu historie. Nie wiem, o który blog chodzi, ale to w zasadzie nieważne. Nie sądziłam, że w blogosferze książkowej może się coś takiego wydarzyć i muszę przyznać, że jest mi aż przykro. Serio. Jak tak można? Każdy, kto pisze recenzje książek poświęca swój czas – i na lekturę, i na napisanie tekstu, a ktoś po prostu robi kopiuj-wklej… Wstyd.

    • I bardzo dobrze, że Cię ominęły. Tylko się cieszyć. Najważniejsze jest to, że już wiesz co się dzieje. Przerażające jest to, że sprawa z kopiowaniem nie zaczęła się tydzień temu, a o wiele wcześniej, tylko ludzie z jakiegoś niewiadomego powodu nie zwracali na to uwagi i ignorowali.

  • Przykre to, ale jakoś mnie to nie dziwi 🙁 Zgadzam się z tym, że trzeba z tym walczyć i reagować, zawsze! Dziś okradziono kogoś innego, jutro to możesz być ty. Nie warto tolerować głupoty.

    • Dlatego własnie chciałam uświadomić tych, którzy pojęcia nie mieli, żeby reagowali.

  • Nie słyszałam nigdy o podobnym przypadku i człowiekowi aż smutno się robi, gdy dowiaduje się o czymś takim. Czemu ludzie mają opory przed zabraniem cudzej rzeczy, ale pracy intelektualnej już nie? Nawet jeśli ktoś nie ma zahamowań, to jak może oczekiwać, że to co robi pozostanie niezauważone? Przecież to jest po prostu głupie. Ludzie potrafią pisać nawet bardzo koślawo a i tak dorabiają się współpracy dzięki statystykom. Więc może warto zamiast kraść zadbać po prostu o ilość odwiedzin i komentarzy? Przecież i tak muszą to zrobić, nawet jeśli kradną, tak mi się przynajmniej wydaje.

    Ja wiem, że czasem brakuje czasu na czytanie i prowadzenie bloga, ale to normalne. Przecież w wydawnictwach też pracują ludzie. Z każdym da się dogadać, trzeba tylko spróbować. Może warto po prostu przeprosić wydawnictwo i wyjaśnić, że recenzja ukaże się później, a następnym razem zamówić mniej książek?

    dzielawyszperane.blogspot.com

  • Słyszałam o takich sytuacjach, nie tylko w przypadku kradzieży recenzji, ostatnio w bookstagramowym świecie głośno było również o kradzieży wizerunków / rysunków i przerabianiu ich na własną modłę w postaci loga czy banneru na blog, ludzie kradną od zarania dziejów i tego raczej nie zmienimy – z mojego punktu widzenia możemy wyłącznie się temu przeciwstawiać, zwracać na to uwagę i mówić o tym głośno – bo przecież realnego wpływu na zachowania ludzi nie mamy żadnego, niestety. Bardzo ciekawy wpis, nie wiem skąd przekonanie u Ciebie, że słabo piszesz – ja mam zupełnie odwrotne odczucia po lekturze tego, co napisałaś 🙊 Pozdrawiam!

    she__vvolf ❄️🐺

  • Paweł Mi

    Trzy razy mnie to dotknęło, ale chyba już nikt więcej tego błędu nie popełni 😀 Tu więcej:

    http://seczytam.blogspot.com/2017/01/histmag-plagiatuje-i-chce-wspopracowac.html